Jestem dumnym członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Twórców Mydła i Kosmetyków

Member of the European Directory of Soap and Cosmetics Makers

czwartek, 24 lutego 2011

Weekendowe dogadzanki

Zima nie odpuszcza: mróz, śnieg, wiatr i tak na zmianę. Naszej skórze na pewno nie jest łatwo i dlatego trzeba jej trochę podogadzać, a że jutro piąteczek i początek weekendu, zróbmy sobie małe dogadzanki.
Po pierwsze MASECZKĘ CHRONIĄCĄ SKÓRĘ PRZED UPŁYWEM CZASU. Potrzebne będą cztery składniki:


 2 łyżeczki jogurtu naturalnego
1/2 łyżeczki miodu
1/2 łyżeczki soku z cytryny
3 kapsułki witaminy E

Wszystkie składniki mieszamy, smarujemy buzię i tak trzymamy 15 minut. Maseczka jest bardzo smaczna, słodko-kwaśna, ale my przecież mamy silną wolę i nie zlizujemy całej. Zmywamy ciepłą wodą i natłuszczamy skórę, oczywiście najlepiej kremowym shea. A nasze samopoczucie od razu się poprawia. Do tego dobra książeczka, dobra herbatka, kocyk......., ale się rozmarzyłam! Skoro nam tak dobrze idzie, to może jeszcze zróbmy CZEKOLADOWY BALSAM DO UST z dodatkiem prawdziwej czekolady.


 
 
Składniki to same dobre rzeczy:
3 łyżki masła kakaowego
1 łyżka oleju ze słodkich  migdałów
 łyżeczki startej ciemnej czekolady
1 łyżeczka wit. E
1/4 łyżeczki spożywczej esencji pomarańczowej
Najpierw w łaźni wodnej  rozpuszczamy masło kakaowe, a potem dodajemy pozostałe składniki cały czas mieszając. Wlewamy czekoladowo-pomarańczową masę do małych pojemniczków, schładzamy i gotowe. Teraz smarujemy usta i pamiętamy żeby się w kółko nie oblizywać!

wtorek, 22 lutego 2011

Glicerynowe?

No właśnie, o co chodzi? Często słyszę lub czytam nazwę " mydło glicerynowe" i zawsze pojawia mi się znak zapytania|: czyli jakie? Co autor miał na myśli? Mam z tym duży dylemat, bo trochę wiem, co w trawie piszczy. Ba, wie każdy, kto choć trochę pamięta reakcję zmydlania. W dużym uproszczeniu przedstawia się ona następująco: tłuszcz + wodorotlenek (sodu lub potasu)= sól (sodowa lub potasowa, czyli właśnie mydło)+ gliceryna. A więc gliceryna jest produktem ubocznym w reakcji zmydlania, czyli innymi słowy: tam gdzie powstaje mydło, powstaje też gliceryna. Ta bezbarwna, oleista, słodka ciecz (alkohol) ma sporo zastosowań: jest stosowana przy produkcji kremów, pomadek i innych produktów kosmetycznych, używa się jej do produkcji materiałów wybuchowych, w garbarstwie do wysuszania skór. Gliceryna obniża punkt zamarzania i przechłodzenia płynów ustrojowych u zwierząt, przez co stosuje się ją w przechowywaniu ludzkiej i byczej spermy - kto by pomyślał? Ponieważ jest tak cenna, rzadko pozostawia się ją w masowo produkowanym mydle, które już nie nawilża, a przesusza naszą skórę, ale wtedy przemysł kosmetyczny serwuje nam wcale nie tanie balsamy nawilżające, zawierające glicerynę i tak dalej, i tak dalej.... No, a mydła glicerynowe? Otóż potocznie nazywamy tak jaskrawokolorowe, przezroczyste mydła z zatopionymi w nich najprzeróżniejszymi elementami, ze względu na swe walory dekoracyjne, często kupowanymi na prezent. Klient kupujący takie mydło, nigdy tak naprawdę nie wie, co wchodzi w jego skład. A gliceryna? Często jest to po prostu gliceryna syntetyczna (oraz inne syntetyczne alkohole), które nadają mydłu odpowiednią przezroczystość, do tego substancje zapobiegające kurczeniu mydła np. triethanolamina (TEA) , syntetyczne barwniki, syntetyczne zapachy i inne. Takiego mydła nie tworzy od podstaw jeden i ten sam producent. Robi się je bardzo łatwo z gotowej bazy mydlanej, takich baz jest mnóstwo i mają przeróżny skład. Wystarczy tylko podgrzać bazę, dodać odpowiedni barwnik, zapach, jakiś element dekoracyjny i gotowe. A przecież mydło służy  do mycia, a nie do ozdoby. A może się mylę?

(powyższe zdjęcie nie jest moją własnością, pochodzi z zasobów internetowych)

niedziela, 20 lutego 2011

Kremowe shea.

Naprawdę nie sposób przecenić tego masełka, mimo iż zawiera tylko dwa składniki, ale za to jakie! Po pierwsze MASŁO SHEA, o którym ktoś napisał, że to taki mały cud natury. Masło to jest bardzo popularne w Ameryce, wystarczy wejść na Youtube i zobaczyć ile kobiet prezentuje tam swoje przepisy! Ale i w Polsce cieszy się ono coraz większym uznaniem. Ja również należę do jego sympatyków - uważam ,że jest wspaniałe pod każdym względem: w mydle, w kremie, w balsamie. Dodaję je do swoich mydeł, które dzięki temu bardzo dobrze natłuszczają skórę (shea posiada aż do 11% niezmydlalnych kwasów tłuszczowych czyli takich, które nie wchodzą w reakcję zmydlania i to one natłuszczają skórę). Dodaję shea do balsamu miodowego, który prezentowałam na tym blogu, a który jeśli chodzi o natłuszczanie suchej, popękanej skóry rąk, łokci, pięt i warg jest bardzo skuteczny, w pełni naturalny, wypróbowałam na sobie i gorąco wszystkim polecam. Brakowało mi jeszcze masła shea w kremie, aby wygodnie natłuszczać całe ciało np. po kąpieli albo twarz po umyciu, ale długo nie mogłam znaleźć odpowiedniego przepisu. Zależało mi, aby był prosty, skuteczny i szybki w przygotowaniu. I jak to w życiu bywa: znalazłam szukając czegoś innego. Na jednym z moich ulubionych "mydlanych " blogów o nazwie SOAPQUEEN, szukając informacji o mydle, znalazłam przepis na kremowe shea. Wyglądało tak apetycznie, że od razu wiedziałam, że to jest to. Prosty przepis i proste wykonanie. Drugim składnikiem oprócz masła shea jest kolejny dar natury, a mianowicie OLEJ KOKOSOWY, w naturalnych mydłach jest po prostu niezastąpiony- nic nie tworzy tak cudownej piany!

 Masło shea i olej kokosowy , oba składniki najlepiej w temperaturze pokojowej, w proporcji mniej więcej 3:1 (ja dokładnie do 142g shea dodałam 50g o. kokosowego), ubijamy od 5-10 minut zwyczajnym kuchennym mikserem zmieniając co jakiś czas obroty z wolniejszych na szybsze.

 

Jeśli mamy twarde masło i olej z lodówki lub innego chłodnego pomieszczenia, lepiej będzie podgrzać je na naczyniu z gorącą wodą, ale lekko, tak aby nie były płynne, a jedynie plastyczne.
   Po ok. 5 minutach miksowania otrzymujemy puszysty, bielusieńki krem, gotowy do smarowania. Możemy dodać do niego ulubiony olejek eteryczny (ja do pierwszej partii dodałam olejek grapefruitowy w ilości "na oko"), ale bez olejku też będzie dobrze.

 
 Wyczytałam również, że niektórzy
dodają do takiej mieszanki "arrowroot powder" czyli skrobię pozyskiwaną z korzenia pewnego gatunku maranty. Skrobia ta zmniejsza "tłustość" kremu. Ja niewiele myśląc dodałam ( znowu "na oko") zwykłej mąki ziemniaczanej i też jest dobrze; zrobiłam to tylko w ramach eksperymentu, bo krem bez mąki też mi odpowiada i raczej przy takim pozostanę.
Krem bardzo dobrze się wchłania, tak więc skóra "świeci się" tylko krótko po posmarowaniu. Dla mnie najważniejsze jest, że kremowe shea nie zawiera żadnych "sztuczności", trzymam je w chłodnym miejscu, ale nie w lodówce i teraz tylko sprawdzę, jak długo pozostaje świeże i jak długo można je przechowywać.

czwartek, 17 lutego 2011

Mydlane nowości.

Zanim ubiję (mikserem) kremowe shea, postanowiłam pochwalić się swoimi mydlanymi nowościami. Może nie są one do końca moje, bo przepis zaczerpnęłam z amerykańskiej literatury, ale z efektu końcowego jestem bardzo zadowolona. Jedno jest miodowe, jedno mleczne, ale uwielbiam je oba: są naturalne, kremowe, i mimo iż bez dodatku olejków eterycznych, pachną miodowo i mlecznie; pienią się bardzo obficie, natłuszczają i wygładzają skórę, Są idealne dla skóry przesuszonej, skłonnej do alergii.
JOGURTOWE

Skład: oliwa (70%), olej kokosowy, pełnotłusty naturalny jogurt, wodorotlenek sodu



PLASTER MIODU

skład: oliwa, olej kokosowy, olej palmowy, olej awokado, wosk pszczeli, wodorotlenek sodu




środa, 16 lutego 2011

Kurkuma c.d.

Koniecznie chciałam wypróbować działanie kurkumy na własnej skórze, a ponieważ "dla chcącego nic trudnego", po niezbyt długich poszukiwaniach w zasobach internetowych, znalazłam przepisy na scrub i maseczkę , które podaję poniżej:

SCRUB Z KURKUMĄ

Niewielką ilość soli, cynamonu, kurkumy i mielonej kawy wymieszaj z łyżeczką oliwy.







Powstałą rzadką papkę nałóż na twarz omijając okolice oczu i leciutko wmasuj, nie wcieraj mocno, bo scrub jest dosyć szorstki. Ponieważ kolor scrubu źle się kojarzy, buzia po jego nałożeniu nie wygląda niestety rewelacyjnie (czego nie robi się dla urody!), proponuję stosować go w samotności, aby uniknąć złośliwych komentarzy. Po ok. 10 minutach zmyj scrub ciepłą wodą.

  MASECZKA Z KURKUMĄ
 
Do jej wykonania potrzebne będą tylko kurkuma i miód. Oba składniki mieszamy ze sobą w proporcji 1:1 i nakładamy na twarz, po 10-15 minutach zmywamy ciepłą wodą. Myślę, że oba te przepisy się uzupełniają tzn. dobrze jest zrobić obie mieszanki i zastosować jedną po drugiej -najpierw scrub, a potem maseczkę - jako, że scrub jest ostry, ściera martwy naskórek, oczyszcza pory, rozgrzewa i masuje, a maseczka jest łagodna (a przede wszystkim słodka!), działa jak balsam  i dopełnia całości. Ja położyłam sobie obie papki i teraz mam  skórę jak niemowlę (no prawie).


Oczywiście po takich zabiegach najlepiej posmarować twarz cudownym kremem, zrobionym własnoręcznie z masła shea, ale o tym już następnym razem.

piątek, 11 lutego 2011

Kurkuma, kurkuma!


Co to jest ta kurkuma? Większość z nas zna kurkumę z kuchni: nadaje potrawom piękny, żółty kolor, specyficzny zapach podobny do pieprzu i piżma oraz delikatny smak, zbliżony do imbiru, lecz nieco łagodniejszy.   Ciekawostką jest, że zanim otrzymamy sproszkowaną przyprawę, kłącza rośliny kurkumy długiej najpierw gotuje się we wrzątku lub parzy, a dopiero później suszy i poddaje dalszej obróbce. Dość wcześnie odkryto lecznicze właściwości kurkumy. W hinduskim systemie medycznym ajurwedy kurkuma była najważniejszym medykamentem, używanym m.in. do łagodzenia dolegliwości żołądkowych, przyspieszania gojenia ran czy oczyszczania krwi.  Z uwagi na silny wpływ przeciwzapalny i antybiotyczny zaleca się zażywanie kurkumy przy trądziku, łojotoku, łuszczycy, przewlekłych wypryskach i innych bakteryjnych chorobach skóry.
Mnie również zainspirowała  kurkuma i zaczęłam dodawać ją do mydełka CYTRYNOWY ZMIERZCH
.
Bardzo podobają mi się te złotordzawe smugi! A co najważniejsze skóra naprawdę lubi moje mydełko z kurkumą- jest po nim świeża i gładka! 

piątek, 4 lutego 2011

Miodowy balsam, to jest to!

Od dłuższego czasu zastanawiałam się czym natłuszczać skórę, przesuszoną ciągłym zmywaniem, praniem, spierzchniętą od mrozu i wiatru, czym zmiękczać skórę szorstką od noszenia drewna, a do tego wszystkiego nie chciałam, żeby to był zwykły krem do rąk. I znalazłam, oczywiście w internecie, który jest nieocenioną skarbnicą wiedzy. Znalazłam przepis na twardy (to był mój warunek), w 100% naturalny balsam, o naturalnie miodowym zapachu wosku pszczelego. Jestem nim zachwycona. Smaruję nim ręce po każdym kontakcie z wodą, smaruję usta kiedy czuję, że są spierzchnięte, smaruję wysuszone pięty aby nie pękały. Nie próbowałam smarować nim twarzy bo nie mam zdecydowanie suchej skóry, ale w najbliższym czasie spróbuję. Polecam go wszystkim, którzy mają suchą, pękającą skórę rąk, pięt, łokci i spierzchnięte usta. Jest naprawdę wspaniały i prosty do zrobienia. Można zrobić go w kształcie serduszka i będzie to miły prezent na walentynki dla bliskiej osoby, a jaki praktyczny. Ale do rzeczy. Aby zrobić miodowy balsam potrzebne będą tylko 3 składniki w równych ilościach:



1. wosk pszczeli (plaster lub w pastylkach bo łatwo się topi)
2. masło shea (rafinowane lub nie)
3. tłuszcz kokosowy
Ja dodałam wszystkiego po 50g, wyszły mi z tej ilości 3 serduszka jak na zdjęciach poniżej.

   


Na samym początku topimy wosk. Możemy to zrobić tak jak ja, w łaźni wodnej lub w kuchence mikrofalowej.

Do rozpuszczonego wosku dodajemy masło shea  (lub masło kakaowe) oraz tłuszcz kokosowy i mieszamy do rozpuszczenia
Następnie wlewamy wszystko do foremek i tu możemy błysnąć fantazją. Na foremkę możemy wykorzystać dosłownie wszystko: foremki na babeczki, muszelki, pudełeczka, co tylko nam przyjdzie do głowy
A teraz pozostaje nam już tylko zapakować nasz balsam, tak byśmy zawsze miały go pod ręką. Ja swój przechowuję w plastikowych pudełkach zakupionych w aptece.
Nie dodaję do swego balsamu olejków eterycznych ponieważ odpowiada mi naturalny, ciepło-miodowy zapach wosku pszczelego, ale oczywiście możesz zrobić pachnący balsam dodając kilka kropli olejku pomarańczowego , lawendowego lub innego, który lubisz. Tak zrobiony balsam nie wymaga żadnych konserwantów i spokojnie możesz go przechowywać w chłodnym miejscu przez 6 miesięcy, ale ja cię zapewniam, że na pewno zużyjesz go wcześniej. Jest łagodny ale bardzo skuteczny, bardzo dobrze się wchłania, przynosi ulgę suchej, popękanej skórze, przyspiesza gojenie ranek i otarć i pozostawia skórę gładką i miękką i co ważne po użyciu balsamu nie masz uczucia nieprzyjemnej "tłustości" skóry, myślę, że to zasługa głównie wosku pszczelego. Tak więc spróbuj, a nie zechcesz używać innego!