Jestem dumnym członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Twórców Mydła i Kosmetyków

Member of the European Directory of Soap and Cosmetics Makers

środa, 18 kwietnia 2012

Świeca trafi do.....

Z lekkim opóźnieniem (koparka przecięła kabel telefoniczny i było po internecie), ale z dużą przyjemnością chcę ogłosić rozstrzygnięcie minikonkursu świecowego. Ale najpierw dziękuję Wam za wszystkie propozycje, mam nadzieję, że wymyślanie nazw to przyjemne zajęcie, chociaż wydaje się, że znalezienie dobrej nazwy dla świec sojowych wcale nie jest proste. Moim zdaniem w jednym przypadku udało się to w 100%-Pracownia na Kaszubach wymyśliła dokładnie to, o co mi chodziło: MASOJA to wspaniała nazwa dla sojowej świecy do masażu i jestem nią zachwycona (tym bardziej, że wiem, iż autorka to niezwykle kreatywna i wszechstronnie uzdolniona osoba). Tak więc, jedną świecę z przyjemnością wyślę na Kaszuby, a drugą, za największą ilość udanych propozycji wyślę Ani (proszę o podanie adresu na e-mail). Serdecznie gratuluję i dziękuję za miłą zabawę, pozdrawiam wiosennie!

niedziela, 15 kwietnia 2012

Anielskie włosy

 Zdarzyło się, że pewna osoba mając na podorędziu tylko mydło Sielskie Anielskie, umyła nim włosy- w myśl zasady, że lepiej umyć czymkolwiek niż wcale. I co się okazało? A to mianowicie, że mydło z nostrzykiem (jedno z moich ulubionych, cudownie pachnących ziół) jest po prostu stworzone do mycia włosów! Sprawdziłam na własnej skórze, a raczej włosach, a muszę dodać, że nie wszystkie moje mydła służą moim włosom, ale mydło "sielskie" okazało się naprawdę anielskie. Włosy są mięciutkie, nie" obciążone", sypkie, bardzo przyjemne. Myślę, że to dzięki nostrzykowi, bo mydło nie zawiera olejków eterycznych, a jego skład olejowy jest taki sam jak mydeł-bobasów czy mydła różanego. A nostrzyk ma tyle zalet, (myślę, że zbyt mało wykorzystywanych w pielęgnacji skóry bo łagodzi stany zapalne, zmiękcza, goi rany, leczy owrzodzenia, zmniejsza obrzęki), że na pewno i włosom robi dobrze. Tak więc nie czekaj," nostrzykuj" swoje włosy, może również będą anielskie!

czwartek, 12 kwietnia 2012

Masaż przy świecach w nagrodę

Jakiś czas temu pewna przemiła pani zakupiła u mnie świece sojowe i spróbowała użyć ich do masażu. Próba wyszła średnio, ponieważ wosk sojowy dawał za mały "poślizg". I faktycznie: wosk sojowy szybko zastyga na skórze i robi się twardy, można go wcierać w skórę jedynie w małych ilościach, większy masaż nie bardzo jest możliwy. Ale, czego to ludzie nie wymyślą? Wymyślili więc świece sojowe do masażu, a ja zapragnęłam je robić i tak  na Lawendowej Farmie mamy prawdziwe świece sojowe do masażu. Czym różnią się od tych nie do masażu? Tym, że oprócz wosku sojowego dodaję do nich to, co  nasza skóra (szczególnie sucha) lubi najbardziej: olej ze słodkich migdałów, olej awokado, olej z pestek winogron ,olej  kokosowy,  masło shea i witaminę E. Zapewniają  duży poślizg przy masażu, a poza tym natłuszczają, zmiękczają i odżywiają skórę. Świece zawierają  olejki eteryczne, które pięknie pachną i mają działanie terapeutyczne. Teraz wystarczy, że po męczącym dniu do wanny wlejesz ciepłej wody, w pobliżu postawisz zapaloną świecę sojową, a po kąpieli i wysuszeniu skóry, wykonasz z pomocą świecy sojowej relaksujący masaż. W tym celu zgaś świecę, odczekaj minutkę, aby wosk nie był zbyt gorący, polewaj nim skórę i masuj. Jeśli chcesz spróbować takiego masażu, pomóż mi wymyślić nazwę dla takich świec. Nie chcę ich nazywać "świece sojowe do masażu", bo to brzmi prawie jak "płyn do mycia naczyń", wolałabym jakoś bardziej krótko i romantycznie. Dwie osoby, które wymyślą (moim zdaniem) najlepszą nazwę otrzymają w nagrodę... oczywiście świecę sojową do masażu! Na pomysły czekam do 17 kwietnia i z góry za wszystkie dziękuję!

wtorek, 10 kwietnia 2012

Nie każdy nalot to pleśń


A już z pewnością nie jest pleśnią biały nalot, który często (tylko w różnym stopniu) tworzy się na ręcznie robionym mydle (na zimno). Taki biały nalot jest nazywany przez mydlarzy popiołem (ang. ash), a przyczyny jego tworzenia  mogą być różne, głównie zależą od temperatury, w jakiej przebiega reakcja zmydlania oraz od ilości użytej wody. Zaobserwowałam, że rodzaj użytego oleju również ma wpływ na występowanie i obfitość nalotu: obecność oleju palmowego sprawia, że nalot jest bardziej obfity, a oleju rycynowego, że jest on minimalny lub nie ma go wcale. Ale co najważniejsze, taki biały nalot to inna postać mydła, nieszkodliwa dla skóry, chyba, że na mydle zbierze się biały osad nadmiaru wodorotlenku sodu użytego w reakcji zmydlania, ale to łatwo sprawdzić, bo taki osad jest mocno drażniący dla skóry i ma silnie zasadowy odczyn ph. A po co o tym wszystkim piszę? Bo dostałam takie pytanie, a właściwie było to pytanie-stwierdzenie, że na mydle zakupionym w sklepiku Lawendowej Farmy jest pleśń, a samo mydło pachnie jak ser pleśniowy. Autorka powtórzyła to pytanie-stwierdzenie na forum Wizażu, dyskredytując w ten sposób (być może niechcący) moje mydła. Dla mydlarza taki biały osad na mydle to nic nowego, a już na pewno nie świadczy o jakimkolwiek zepsuciu mydła, tym bardziej, że prawdziwe pleśnie (grzyby pleśniowe), zdecydowanie, od zasadowego wolą kwaśne środowisko.