Jestem dumnym członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Twórców Mydła i Kosmetyków

Member of the European Directory of Soap and Cosmetics Makers

niedziela, 30 września 2012

Mydło w butelce! Nagrody!


Wojtek tak długo mieszał, gotował, pichcił, aż upichcił pierwsze potasowe mydło na Lawendowej Farmie! Jestem dumna! Wyszło piękne, przezroczyste,  lekko bursztynowe i do tego przyjemnie pachnie. Nie wszyscy są zorientowani, więc pokrótce wyjaśnię: najbardziej popularne mydła to właśnie mydła sodowe tzw. twarde i mydła potasowe, czyli miękkie. Różnicę powoduje użyty w reakcji wodorotlenek,sodowy lub potasowy. Jeśli sodowy, otrzymujemy twarde kostki mydła (mam na myśli wyłącznie ręcznie robione mydło, bo to, co można kupić w każdym sklepie, mydłem niestety nie jest), a jeśli potasowy, otrzymujemy mydło bardziej maziste, lepiej rozpuszczalne w wodzie i dzięki temu możemy z powodzeniem sporządzać z niego mydła w płynie, szampony, żele do kąpieli itp, jednym słowem wszystko to, co wlewamy do  butelki, przez co jest tak wygodne w użyciu. Wojtek mydło już rozpuścił, na razie nie zagęszczał, przelał do butelek, a ja pomyślałam, że dobrze byłoby zapytać o zdanie Was-osoby zainteresowane naturalnymi środkami do pielęgnacji, co myślicie o takim mydle, czy dobrze się pieni, czy odpowiednio myje (czyści) skórę, czy dodawać do niego barwniki, czy dodawać olejki eteryczne, czy koniecznie trzeba je zagęścić, czy dobrze myje włosy? Jeśli chcecie spróbować ręcznie robionego , płynnego, potasowego mydła, a potem napisać opinię na jego temat, bardzo proszę zgłoście swój akces pisząc na adres: sklep@lawendowafarma.pl. Pierwszych 10 osób otrzyma pocztą 100ml buteleczkę potasowego mydła z Lawendowej Farmy, w zamian za co bardzo proszę o opinię na jego temat, będę naprawdę wdzięczna za każdą uwagę. A jeśli ktoś lubi wymyślać nazwy, niech zgłosi tutaj na blogu swoją propozycję, jak nazwać takie płynne mydło, bo mnie  nazwa " mydło w płynie" kojarzy się z nazwą "płyn do mycia naczyń". Dla najbardziej trafionej nazwy przewiduję nagrodę-niespodziankę. Oczywiście opinie nt.  płynnego mydła z Lawendowej Farmy chętnie w tym miejscu przedstawię. A więc do dzieła! Wszystkich serdecznie zapraszam!

środa, 26 września 2012

Karmel? To nie takie proste!

Równonoc jesienna za nami, tak więc mamy jesień. Zawsze mi smutno, kiedy lato odchodzi, ale nie tym razem! Tym razem czuję ulgę, bo od wiosny miałam do czynienia z cementem, piaskiem, styropianem, rurkami, złączkami, wełną mineralną i innymi, równie ekscytującymi gadżetami. A teraz mogę wrzucić na luz i zająć się tym, co tygrysy lubią najbardziej! Chociaż, z drugiej strony, nie wiem, czy poparzone palce, to jest to, co lubię najbardziej. A dlaczego poparzone? Zacznę od początku. Jak już się trochę wyluzowałam, obejrzałam przecudny film produkcji libańskiej pt. Karmel- bardzo lubię takie niespieszne, kobiece, niekoniecznie amerykańskie kino. Ale najbardziej urzekł mnie początek filmu, jeszcze z napisami, kiedy pokazano, jak gotuje się pastę cukrową czyli tytułowy karmel. Jak wiadomo, w krajach arabskich (chociaż nie tylko) kobiety,od wieków przy pomocy takiej karmelowej pasty depilują swe ciało. Są w tym bardzo zręczne i jak się to ogląda, to myśli sobie człowiek:" toż to bułka z masłem"!Ale nie! Nic bardziej błędnego. Mnie oczywiście zamarzyła się karmelowa depilacja i ochoczo zabrałam się za sporządzanie cukrowej pasty. Ale to nie takie proste! Przepisów jest całe mnóstwo, chociaż pastę gotuje się tylko z trzech składników: cukru, wody i soku z cytryny.
 Wykonanie jest bardzo proste, bo składniki wrzuca się do garnka i razem gotuje, ale uzyskanie pasty o odpowiedniej konsystencji wymaga wprawy.Ale jak się wyznaje zasadę "nigdy się nie poddawaj!", wszystko się w końcu udaje (nawiasem mówiąc zasadę gorąco polecam).
 
 
 
 Moja pasta (trzecia z kolei) nie jest jeszcze idealna tzn. powinna być minimalnie gęściejsza, tak mi się przynajmniej wydaje, kulki jeszcze z niej nie zrobię (depilacja taką kulką jest bardzo wygodna, warto zobaczyć jak to wygląda chociażby na Youtube), będę jej mogła używać raczej do depilacji z użyciem pasków materiału- najpierw smarujemy pastą owłosioną skórę, na to nakładamy paski materiału (np. ze starego prześcieradła), a potem je energicznie odrywamy, oczywiście razem z włosami. Z tego co czytałam i oglądałam, cała operacja nie boli, chociaż wymaga pewnej wprawy.A może macie jakieś doświadczenia z cukrową depilacją? napiszcie, wszystkie wskazówki będą dla mnie bardzo cenne i chętnie z nich skorzystam.
A oto przepis, wg którego zrobiłam jedną ze swych past:
2 szklanki cukru (białego lub brązowego)
1/4 szklanki soku z cytryny
1/4 szklanki gorącej wody
Składniki rozpuszczamy w garnku i doprowadzamy do wrzenia na najmniejszym palniku kuchenki gazowej (minimum mocy), cały czas energicznie mieszamy; całość gotujemy ok. 5 minut i sprawdzamy, czy powstały syrop jest odpowiednio lepki - powinien mieć konsystencję i kolor miodu. Jeśli wszystko jest OK, syrop przelewamy do słoika lub pojemnika do mikrofalówki i schładzamy, w razie potrzeby podgrzewamy do żądanej gęstości. Największą  zaletą depilacji cukrowej  jest to, że jest bardzo skuteczna gdyż jej efekty utrzymują się nawet przez kilka tygodni, poza tym nie podrażnia skóry ani jej nie wysusza. Można ją stosować na każdą partię ciała, nawet w okolicach bikini czy na twarzy, gdzie naskórek jest bardzo wrażliwy, pozostawia skórę gładką i ładnie pachnie, szczególnie gdy dodamy do niej miód lub rumianek, no i przede wszystkim można ją zrobić samodzielnie w domu, z prostych, naturalnych składników. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się opanować tę wcale niełatwą sztukę......