Jestem dumnym członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Twórców Mydła i Kosmetyków

Member of the European Directory of Soap and Cosmetics Makers

piątek, 15 listopada 2013

Kocham cię życie!

Dokładnie te słowa  Edyty Geppert przypomniały mi się w czasie dzisiejszego spaceru z psami. I nic dziwnego, bo było naprawdę przecudnie: przymrozek, szron, słońce, kolory jesieni, wszystko naraz. I jak tu się nie zachwycić? Zresztą zobaczcie sami:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



Udanych spacerów!

czwartek, 26 września 2013

Grunt to rodzinka!

Ojej, myślałam, że już nigdy tu nie zajrzę! Ciągle praca, praca, w sobotę praca, w niedzielę praca (!), ale powoli widać światełko w tunelu i może wszystko wróci do normalności! O czym piszę? O ostatnich trzech miesiącach na Lawendowej Farmie. Ponoć nawet w międzyczasie było lato...., ale jakoś mi umknęło! Nic to: jak się robi, co się lubi, to wszystko człowieka cieszy ,nawet ogrom pracy! A ja uwielbiam to swoje mydlenie, ani trochę mnie nie znudziło, a moment, kiedy z formy wyjmuję świeże mydło (ciekawe, jakie będzie po przekrojeniu?) należy, zapewniam Was, do jednych z najprzyjemniejszych w życiu! Widzę, że Wojtek ma tak samo-nic dziwnego: robienie mydła uzależnia! W ciągu tych kilku miesięcy dostosowywaliśmy Lawendową Farmę do wymogów unijnej dyrektywy kosmetycznej (jeszcze troszkę przed nami), Wojtek opanował do perfekcji płynne mydła (płyndełka) oraz mydła do golenia (niektórzy nie mogą się bez nich golić), gościliśmy u siebie Werandę Country (przemiła wizyta!) , wzięliśmy udział w czterodniowym Jarmarku Jagiellońskim w Lublinie (uczestniczyła cała rodzina), ale przede wszystkim Wojtek otworzył w Lublinie sklepik stacjonarny Lawendowej Farmy- napracował się strasznie, ale dzielnie wspierała go cała rodzina: Ula pomalowała stary kredens, który należał kiedyś do babci Kazi (prababci Wojtka), Artur (a przecież Garncarz) dorobił nowy blat do stolika oraz nogi do kredensu, Krzyś pomalował na biało meble z wikliny, Marzenka zrobiła witraże oraz mozaikę z logo Lawendowej Farmy, Maciek malował ściany w sklepiku, Agnieszka upiekła wspaniały sernik, muffinki i lawendowe ciastka na otwarcie sklepu, a babcia Ewa nawoskowała meble. A mnie rozpiera duma, że nasza rodzina jest taka wspaniała, że możemy na siebie liczyć, wspieramy się wzajemnie, czegóż chcieć więcej? Chyba powinnam pomyśleć o zmianie nazwy Lawendowa Farma na Farma Rodzinna, co wy na to?
 
 
 
 

środa, 5 czerwca 2013

Wyjaśnienia słów kilka

Od czasu do czasu otrzymuję od swych Drogich Klientów pytania dotyczące moich mydeł, a brzmią one następująco: dlaczego na stronach Lawendowej Farmy, w opisach poszczególnych mydeł, w pozycji "skład", wśród składników widnieje zawsze wodorotlenek sodu (twarde mydła) lub potasu (mydła płynne)? Pytający zauważają, że na stronach innych producentów, w składzie wytwarzanych przez nich mydeł, żaden wodorotlenek nie widnieje (widnieją natomiast mało zrozumiałe nazwy np. sodium cocoate, sodium palmate, sodium castorate itp). I pytają dalej: "czy to znaczy, że Pani robi mydła jakoś inaczej, bo z wodorotlenkiem, a inni bez? A przecież pamiętamy z chemii, że ten wodorotlenek to szkodliwy jest!". Śpieszę wyjaśnić, że naprawdę robię wszystko "po bożemu", zgodnie z prawidłami sztuki mydlarskiej. Skąd więc ta różnica? Myślę, że wynika ona z podejścia do tematu. Otóż chemicznie rzecz ujmując, prawdziwe mydło to nic innego jak sól słabego kwasu (tłuszcze) i mocnej zasady (np. wodorotlenek sodu), czyli innymi słowy, mydło to produkt końcowy reakcji kwasu i zasady, zwanej reakcją zmydlania. Aby doszło do zmydlenia tłuszczu (czyli powstania mydła) musimy użyć wodorotlenku, ale w produkcie końcowym, czyli kostce mydła nie ma już wolnego wodorotlenku i ten właśnie fakt sprawia, że niektórzy wytwórcy mydła nie umieszczają w składzie mydła wodorotlenku, tylko nazwy gotowych soli, jak właśnie sodium palmate czy sodium cocoate-wychodzą z założenia, że przecież go tam nie ma. Ja podchodzę do zagadnienia trochę inaczej, tak naprawdę nie powinnam pisać "skład", tylko raczej "składniki", czyli to wszystko, czego używam do wytworzenia mydła. Nie obawiam się, że odstraszę potencjalnych nabywców obecnością wodorotlenku w mydle, ponieważ jestem pewna, że go tam nie ma. Mam pewność, że każdy gram wodorotlenku użyty w reakcji zmydlania wszedł w reakcję z tłuszczami, a mydło które powstaje jest łagodne i nie drażni. A skąd ta pewność? Po pierwsze zawsze bardzo dokładnie obliczam ilości potrzebnych składników , po drugie- bardzo dokładnie je odważam, po trzecie stosuję dyskont (obniżkę) wodorotlenku (daję go mniej niż wynika z obliczeń) by mieć pewność, że cała ilość weszła w reakcję i nic nie zostało w stanie wolnym, po czwarte kontroluję odczyn gotowego mydła. Ponieważ robię mydło od podstaw, z prostych surowców wyjściowych (oleje, masła, wodorotlenek, woda) i przeprowadzam z należytą starannością reakcję zmydlania, wychodzę z założenia, że bez obaw mogę o tym fakcie informować użytkowników moich produktów. A poza tym wszystkim, edukacja też gra niebagatelną rolę, przecież prawdziwe mydło nie bierze się z powietrza, by powstało, wodorotlenek jest jak najbardziej wskazany!

środa, 8 maja 2013

Blondynka z rabarbarem

Nie da się ukryć, że jak co roku o tej porze prowadzę nierówną walkę z chwastami i komarami!Ale to nie wszystko-prowadzę jeszcze walkę z rabarbarem! Kiedyś bardzo chciałam mieć rabarbar w ogrodzie, wiadomo, ciasto z rabarbarem, kompot z rabarbaru...Z czasem okazało się, że jestem jedyną wielbicielką tych specjałów w mej rodzinie. Przechodzę codziennie obok rozłożystych rabarbarowych liści i przyglądam im się z desperacją, myślę sobie: ja wam jeszcze pokażę! Wykopię was i już! Ale jeśli ktoś próbował wykopać rabarbar wie, że to nie jest proste- mój szpadel pękł na pół w czasie tej czynności! Ale okazuje się, że rabarbar nie jest taki  całkiem do chrzanu ( z chrzanem nawiasem mówiąc również wojuję), bo można z niego sporządzić rozjaśniającą płukankę do włosów. Wystarczy pokrojony rabarbar zalać wodą lub białym winem (trzy ogonki liściowe rabarbaru na 2 filiżanki wody lub wina) i gotować na bardzo małym ogniu przez 30 minut, zostawić do wystygnięcia i przelać przez sito. Tak otrzymany odwar możemy stosować dwojako: jak płukankę do włosów lub jak maseczkę na włosy (mieszamy wtedy odwar z białą glinką kaolinową w ilościach odpowiednich do uzyskania pasty, którą kładziemy na umyte, wilgotne włosy i pozostawiamy przez 20 minut). Rabarbarowa płukanka w sposób wyraźny rozjaśnia włosy, a jej regularne, dłuższe stosowanie pozostawia na włosach złote refleksy. Cieszę się, że mogę teraz łaskawszym okiem spojrzeć na mój rabarbar-jeśli nie dam rady go wykopać, zawsze mogę się zrobić na blond!
Przepis na płukankę znalazłam w książce Janice Cox p.t."Natural Beauty. " Wszystkiego dobrego!

wtorek, 16 kwietnia 2013

Chwalę się

Mam przyjemność pochwalić się wyróżnieniem mydeł z Lawendowej Farmy  w I Lili Plebiscycie na najlepsze kosmetyki naturalne (kategoria: Kąpiel.).  Zamieszczam poniżej link do tegoż plebiscytu
Co prawda przymiotnik "naturalny" jako określenie kosmetyków budzi we mnie coraz więcej wątpliwości, nie wiem nawet, czy istnieje definicja naturalnego kosmetyku, ale....... wyróżnienie fajna rzecz! Serdecznie dziękuję!

niedziela, 17 marca 2013

Golenie bez podrażnień

Mężczyznom też nie jest łatwo, bo że nam kobietom łatwo nie jest, wiadomo nie od dziś. A dlaczego  im niełatwo? Chociażby dlatego, że muszą się ciągle golić , a wielu mężczyzn nie radzi sobie z tym codziennym "przedsięwzięciem". Czasem po prostu nie do końca wiedzą, co i jak .A sprawa jest banalnie prosta-należy przestrzegać kilku zasad:
1. nigdy nie golić się przed prysznicem tylko w trakcie lub po - gorąca woda otwiera pory, zmiękcza zarost i oczyszcza skórę; jeśli nie prysznic to przynajmniej przetarcie zarostu ręcznikiem namoczonym w gorącej wodzie,
2. nie żałować pieniędzy na dobrą  maszynkę, z solidnym ostrzem-nie trzeba wtedy dociskać mocno  maszynki do skóry, co często powoduje zacięcia i podrażnienia,
3 nie stosować agresywnych pianek, żeli, kremów itp. do golenia, nafaszerowanych chemikaliami, które drażnią, wysuszają i uczulają skórę,
4 po goleniu najlepiej zwilżyć twarz zimną wodą, by zamknąć podrażnione  pory , a jeszcze lepiej wodę zmieszać z octem jabłkowym (1:1),który nawilża, łagodzi i dezynfekuje podrażnienia;można oczywiście zrobić sobie jakiś "kremik" po goleniu, ale to dobry temat na nowego posta!
Mnie najbardziej zainteresował punkt trzeci, bo jeśli ma być  do golenia i nie ma  być agresywne,a także  nafaszerowane chemikaliami to na pewno chodzi o ręcznie robione mydło do golenia! Dobrze znane kiedyś (hmm.. wcale nie tak dawno), kiedy panowie często golili się w sposób tradycyjny tzn, używali pędzla i brzytwy lub maszynki na żyletki, dzisiaj spotykane stosunkowo rzadko, chociaż w ramach "powrotu do natury", takie tradycyjne golenie (ang. wet shaving) w USA i Europie Zachodniej zdecydowanie wraca do łask.
 Naturalną koleją rzeczy, tylko patrzeć, jak zagości z powrotem w naszym pięknym kraju nad Wisłą. Mydło do golenia to nie to samo co mydło do mycia tzn. można od biedy użyć zwykłego mydła jako mydła do golenia, ale tylko od biedy. 
Prawdziwe mydło  do golenia powinno:
1. nawilżać
2. pielęgnować
3. ochraniać
4. mieć obfitą,kremową, długo utrzymującą się pianę
5. ładnie pachnieć (najlepiej jeśli olejki eteryczne dodatkowo pielęgnują skórę)
6. mieć wygodny okrągły kształt-wtedy bez problemu znajdziemy dla niego pojemnik np. zwykłą miseczkę.

 Wszystko powyższe wzięliśmy sobie z Wojtkiem do serca (Wojtek z racji przymusu golenia bardziej niż ja) i mamy pierwsze mydła do golenia na Lawendowej Farmie! Mnie jeszcze marzą się ładne ceramiczne pojemniki na takie mydełka, ale to już muszę pertraktować z moim Garncarzem!

piątek, 1 marca 2013

Jabłkowy czy uniwersalny?

Znamy wszyscy olej uniwersalny, mój znajomy mawiał, że dlatego uniwersalny, bo jak trzeba, to można nim  rower naoliwić.A ja znam uniwersalny ocet, uniwersalny, czyli jabłkowy. Nie sposób go przecenić, bo ma naprawdę wiele zastosowań i sprawdza się we wszystkich  wyśmienicie. Zobaczcie sami:
  1.  do płukania włosów po myciu mydłem lub szamponem- dodaje włosom objętości, blasku, skóra głowy jest zdrowa, bez łupieżu,
  2.  reguluje ph skóry-robimy tonik z 2 cz. wody i 1cz. octu, przemywamy nie tylko twarz, ale  i resztę ciała- odbudowuje ochronny płaszcz lipidowy skóry, odświeża i pobudza ukrwienie
  3. usuwa plamy i blizny-smarujemy i zostawiamy na noc,
  4. dobrze radzi sobie z kurzajkami-przyklejamy na nie nasączony octem plaster (taki z gazą), skóra w tym miejscu może lekko spuchnąć, ale kurzejki powinny zniknąć; smarowanie kontynuujemy przez kilka dni,
  5. usuwa przebarwienia zębów-smarujemy octem, a potem płuczemy wodą,
  6. szklanka octu dodana do kąpieli łagodzi skórę, podrażnioną zbyt intensywnym opalaniem,
  7. niezastąpiony jako naturalny płyn po goleniu (równe części octu i wody):działa antyseptycznie, oczyszcza i nawilża skórę, zamyka pory, łagodzi podrażnienia po goleniu,
  8. przynosi ulgę zmęczonym stopom,
  9. skuteczny na pchły-2cz. octu na 1cz. wody i taką mieszanką spryskujemy przez kilka dni sierść naszych ulubieńców, po czym  wcieramy w skórę-pchły nie mają szans,
  10. doskonały do czyszczenia mikrofalówki, blatów kuchennych, okien, luster itd. -1/2 szklanki octu na szklankę wody
  11. w zmywarkach jako substytut detergentu,
A może wykorzystujecie ocet jabkowy w jakiś inny, nie wymieniony wyżej sposób, jeśli tak, bardzo proszę podzielcie się   -z pewnością chętnie wypróbuję! Przyjemnego octowania!

PS
zapomniałam dodać, że ocet jabłkowy został doceniony jako środek dietetyczny-popijanie wody z octem jabłkowym (2 łyżeczki octu na 0,5l wody) przyczynia się do obniżenia wagi ciała.

niedziela, 24 lutego 2013

Nagrody

Oj, nie było łatwo z tym krwawnikiem! Wiem coś na ten temat, bo sama nieraz zastanawiałam się nad nazwą mydła z krwawnikiem. Niby roślina wdzięczna, ładna, ma tyle dobrych właściwości, ale ta nazwa! Ale, tak jak poprzednio, tym razem również nie zawiodłam się na Waszej pomysłowości, chociaż propozycji było trochę mniej. Najbardziej spodobała mi się nazwa KREWKIE ZIÓŁKO, którą wymyśliła Bzeltynka (myślę, że ma jakiś patent na moje konkursy, bo wygrała również poprzedni!). Chcę również wyróżnić Prozerpine za jej dużą pomysłowość i bardzo ambitne podejście do konkursu -jej nazwy wraz z uzasadnieniem od razu wprawiły mnie w dobry humor! Serdecznie gratuluję, nagrody niezwłocznie prześlę pocztą .Serdecznie dziękuję wszystkim za udział  i do następnego konkursu!

środa, 20 lutego 2013

To może mały konkurs?

Nadawanie nazw swoim mydłom tylko czasem jest proste, a czasem idzie jak po przysłowiowej grudzie. I dokładnie tak się sprawa ma z Mydłem Achillesa.  (poprzednia nazwa- Do Rany Przyłóż). Chciałabym podkreślić w nazwie, że jest  to mydło z zielem krwawnika, bardzo cennym ziółkiem, dobroczynnym dla skóry itd. , ale słowo "krwawnik"jest jakieś takie mało medialne i nijak nie mogę nic sensownego wymyślić, a nazwa Mydło Achillesa podoba mi się średnio. A może pomożecie i wymyślicie jakąś super nazwę? Osoba, która wymyśli tę super nazwę, otrzyma w nagrodę  "czteropak" mydła z Lawendowej Farmy. Serdecznie zapraszam wszystkich do wymyślania, swoje propozycje wpisujcie w komentarzach lub przysyłajcie na sklep@lawendowafarma.pl, czekam do niedzieli ( 24 lutego).
Wskazówka: najbardziej lubię dowcipne  nazwy!

niedziela, 17 lutego 2013

Łagodna emulsja

Wertując książeczkę (bo to naprawdę mała książka) autorstwa Isolde Brackle pt." Kosmetyki naturalne", natknęłam się na bardzo prostą i przydatną receptę na łagodną emulsję do mycia twarzy. Myślę, że ucieszy ona wszystkie osoby z przesuszoną, wrażliwą i tym samym problematyczną skórę twarzy, a tych okazuje się nie brak, sama otrzymuję wiele maili i telefonów z pytaniami, czym najlepiej myć taką skórę. Ja oczywiście uważam nieskromnie, że najlepiej myć ją mydłem z Lawendowej Farmy, a ponieważ do zrobienia łagodnej emulsji  konieczne jest mydło w płatkach, jak najbardziej można wykorzystać ręcznie robione tutti frutti, o którym piszę we wcześniejszym poście. Niektórzy myją twarz samą wodą , ale nie jest to wystarczający środek do oczyszczania skóry. Na skórze-niezależnie od produkowanego przez nią samą łoju-zbierają się pot, kurz, pozostałości kremów, makijażu itp. i sama woda tutaj nie wystarczy. Jeśli do tego mamy suchą, wrażliwą skórę, musimy stosować bardzo łagodne środki do mycia, a do nich z pewnością należy własnoręcznie (dodatkowy plus) zrobiona łagodna emulsja. Robi się ją bardzo prosto:
  • 100g mydła, najlepiej prawdziwego, ręcznie robionego lub łagodnego mydła dla dzieci
  • szklanka wody destylowanej
  • 4 łyżki oleju ryżowego (lub innego lekkiego)
  • 3 łyżki oleju ze słodkich migdałów
  • 1-2 łyżki miodu
  • 1/2 szklanki naparu z rumianku
 
 Mydło trzemy na wiórki i mieszając rozpuszczamy w wodzie podgrzewanej na łaźni wodnej. Otrzymaną masę nieco studzimy , dodajemy oleje, płynny miód i jeszcze ciepły napar rumianku, mieszamy, przelewamy do butelki i odstawiamy w chłodne miejsce. Ja do swojej emulsji dodałam jeszcze kilka kropli witaminy E. 
Spróbuj i Ty, poczuj różnicę!
źródło: Isolde Brackle,  Kosmetyki naturalne. Kieszonkowa Encyklopedia Zdrowia i Urody


piątek, 25 stycznia 2013

Mydlane tutti frutti

Wokół pełno płatków śniegu, a ja, jakby tego było mało, robię swoje płatki, oczywiście mydlane. Mydlarz (mydlarka również) podczas "mydlenia" otrzymuje mnóstwo mydlanych ścinków różnej wielkości, z którymi, albo nie wie co zrobić, albo po prostu nie ma czasu, by je zagospodarować, a wyrzucić szkoda, bo to przecież bardzo dobrej jakości mydło. Robię więc płatki, a wykorzystuję je  na trzy sposoby:
 MYJĘ NACZYNIA
 Używam ich jako płynu do mycia naczyń, tak, tak, praca mydlarza, to w dużej części "praca na zmywaku". Mydlarz codziennie zmywa sterty garnków, misek, łyżek, plastikowych pojemników, a wszystkie porządnie wytłuszczone, z resztkami oleju, brrr... I tu z pomocą przychodzą cudowne mydlane ścinki, które radzą sobie świetnie z największym tłuszczem. Oczywiście swoje ścinki odpowiednio przygotowuję-ścieram je na tarce, przez co przypominają makaron i są wygodne w użyciu; nazywam je " mydlane tutti frutti" Aby umyć naczynia, wsypuję trochę tutti frutti do miski z ciepłą wodą, czekam chwilę, aż zmiękną, potem energicznie mieszam je z wodą do wytworzenia obfitej piany i teraz już zmywam. Mydlane tutti frutti są bardzo łagodne dla skóry rąk i polecam je wszystkim, którzy mają jakiekolwiek problemy z detergentami- tutti frutti nie wysuszają i nie drażnią skóry.
PIORĘ
 Używam ich do prania, głównie do prania ręcznego, w misce, ale w pralce również dobrze się sprawdzają.(wsypuję je bezpośrednio do pralki, nie do zasobnika) Bardzo dobrze piorą wszystkie rzeczy delikatne i naturalne (bawełna, len).
Myślę, że Mydlane Tutti Frutti to dobra propozycja dla wszystkich, którzy borykają się z uczuleniami skóry i potrzebują delikatnych, nie wysuszających i nie podrażniających środków.
ROBIĘ MYDŁO
 No i dodatkowo można z nich zrobić swoje mydło! Wystarczy dodać  trochę wody (szklanka na 0,5kg mydlanych płatków), rozpuścić w łaźni wodnej, dodać to, co lubimy (olejki, przyprawy, zioła) przełożyć do foremek i gotowe.
Na tutti frutti ścieram tylko jasne mydła i te, zawierające małe ilości dodatków roślinnych.
Gorąco polecam!

środa, 16 stycznia 2013

Opaski "vintage"

 
Wszyscy wiemy, jak ważne jest opakowanie-ja również i dlatego postanowiłam zmienić opakowania swoich produktów, mam nadzieję, na lepsze. Zaczęłam od papierowych opasek, w które pakuję mydła. Mam to szczęście, że moi bliscy są bardzo utalentowani, wystarczyło ładnie poprosić i Wojtek zrobił kilka "propozycji nie do odrzucenia". Wybrałam opaski w stylu vintage, czyli stylizowane na staromodne. Lubię taką stylizację i myślę, że będzie pasować do Lawendowej Farmy. Zresztą oceńcie sami.
Wszystkiego dobrego w nowym roku!
 
 

wtorek, 1 stycznia 2013

Limetkowe złuszczanie

Oprócz awokado, zostały mi po świętach limetki, albo jeśli ktoś woli- limonki, z którymi nie bardzo wiedziałam, co zrobić. Odpadało oczywiście, pieczenie, gotowanie i w ogóle jakiekolwiek przygotowywanie czegokolwiek w kuchni- muszę odreagować ten kulinarno-świąteczny maraton! Ale okazuje się, że sprawa jest bardzo prosta-wystarczy przekroić limetkę na pół. Wchodzimy pod prysznic, odkręcamy wodę i zanim się zamoczymy, masujemy połówką limetki ramiona, brzuch, piersi i szyję, drugą połówką masujemy resztę ciała i tak stoimy kilka chwil spowite ciepłą parą, a potem już tylko prysznic! Limetka zawiera enzymy, które usuwają zrogowaciały naskórek-skóra jest gładka i przyjemna w dotyku. Spróbujcie! Przyjemnego złuszczania!