Jestem dumnym członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Twórców Mydła i Kosmetyków

Member of the European Directory of Soap and Cosmetics Makers

wtorek, 20 grudnia 2011

Masełko do olejowania


Kolejny inspirujący e-mail dostałam od Bzeltynki, a dotyczył olejowania włosów, a trzeba Wam wiedzieć, że na ten temat  Bzeltynka wie prawie wszystko. Ze mną również chętnie podzieliła się swoją wiedzą, za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Olejowanie poprawia stan naszych włosów, wpływa na ich kondycję i wygląd, ogranicza ich wypadanie, przesuszanie, przedwczesne siwienie oraz łupież; korzystnie wpływa również na skórę głowy.Ja zetknęłam się nie tyle z olejowaniem, ile z natłuszczaniem włosów balsamem, sporządzonym z masła shea, tłuszczu kokosowego i wosku pszczelego. A ponieważ moje twarde balsamy zawierają dokładnie te same składniki, zrobiłam z nich masełko do włosów, ale o dużo bardziej "smarowalnej" konsystencji, czyli zawierające tylko odrobinę wosku pszczelego, dla zapachu dodałam ulubiony olejek lemongrasowy. Bzeltynka przetestowała to moje masełko i wygląda na to, że muszę popracować nad proporcjami, a szczególnie nad ilością wosku pszczelego, bo mimo, iż dodałam go niedużo, to jednak zbyt dużo i to sprawia, że włosy po nasmarowaniu są zbyt "ciężkie", a wosk trudno się zmywa. Tak więc przystępuję do eksperymentowania, a jeśli macie jakieś podpowiedzi w tym zakresie, bardzo proszę, jestem otwarta i chętnie skorzystam. Oczywiście, kiedy masełko będzie gotowe, pomyślę nad jakimś drobnym konkursem z masełkiem-nagrodą!

poniedziałek, 28 listopada 2011

Masujące krążki

 Ależ inspirujące mail'e otrzymuję od osób, które tak jak ja, lubią naturalne kosmetyki Jestem za nie naprawdę wdzięczna, bo bardzo lubię eksperymentować. Dużą przyjemność sprawił mi e-mail od Anny, w którym zachęcała mnie do zrobienia masujących kostek do ciała, które rozgrzewają mięśnie i poprawiają ukrwienie skóry. Anna bardzo lubi kostki firmy Lush, ale są one drogie i trudno dostępne. Dodatki masujące w takiej kostce mogą być różne, w Lush-u są  trochę egzotyczne (fasolka aduki, fasolka mung), ja postanowiłam użyć nasion swojskiej gorczycy. Zachęcił mnie do tego również fakt, że olej z nasion gorczycy działa przeciwbólowo, rozgrzewająco i od dawna był (bo nie wiem, czy w dalszym ciągu jest) używany do masażu. Jako spoiwa użyłam bardzo korzystnie oddziałujących na skórę tłuszczów, czyli: masła shea, oleju kokosowego i wosku pszczelego, a dla zapachu i dodatkowego efektu rozgrzewającego, dodałam olejek cynamonowy. Wypróbowałam taką kostkę (a właściwie krążek ) na sobie i jestem zadowolona z efektu, ale ponieważ nie mam porównania (nie używałam Lush-a), wyślę kostkę do Anny z prosbą o przetestowanie i opinię. Jeśli test wypadnie pomyślnie, to chętnie wstawię takie kostki do sklepiku. A ponieważ robienie takich masujących kostek to fajna zabawa, poszłam za ciosem i zrobiłam kostkę z plastrem wosku, która wygląda zupełnie jak moje mydło Plaster Miodu. 

Dodałam do niej olejek pomarańczowy, przez co jest pomarańczowo-miodowa i osobiście  już ją lubię! Jeśli macie ciekawe pomysły na naturalne kosmetyki, podzielcie się, proszę, a ja chętnie poeksperymentuję!

wtorek, 15 listopada 2011

Nagrody trafią do...

Przysypały mnie zamówienia w sklepiku (dobrze, że nie śnieg) i stąd drobne opóźnienie w rozstrzygnięciu konkursu na "szklane obrazki", za które serdecznie przepraszam .Oczywiście, że zabawa nazywała się "sekrety", cieszę się, że dzięki konkursowi moja pamięć została odkurzona-dziękuję! Bardzo dziękuję wszystkim za udział w konkursie, mam nadzieję, że dla Was również była to przyjemna zabawa. A teraz zwycięzcy:
1. Tuome - za trzy inspirujące pomysły, przy których się rozmarzyłam,

2. Bzeltynka- za świecę, która bardzo przypadła mi do gustu-również uwielbiam cytrusowe zapachy

Bardzo proszę Tuome o podanie adresu (adres Bzeltynki mam), abym mogła wysłać nagrodę, gratulacje!
A swoją drogą, zachęcam wszystkich do propagowania "zdrowych" świec z wosku sojowego, które nie "kopcą", wytwarzają o 90% mniej sadzy i nie zawierają pochodnych ropy naftowej. To naprawdę CZYSTA przyjemność, w Polsce jeszcze mało znana, ale to się na pewno zmieni. Jeśli chcielibyście robić świece sojowe według własnego projektu (doskonały pomysł na prezent, gorąco polecam), ale nie możecie kupić wosku sojowego, knotów itd., piszcie na adres sklepiku: sklep@lawendowafarma.pl, a ja postaram się pomóc, serdecznie wszystkich zapraszam!

poniedziałek, 7 listopada 2011

Konkurs na szklane obrazki



Jako dziecko bardzo lubiłam zabawę w „szklane obrazki”. Nie pamiętam, czy my dzieci, tak ją nazywaliśmy, ale ja taką nazwę zapamiętałam. Kopaliśmy w ziemi dołki, wsadzaliśmy w nie swoje „skarby”, a więc: kwiatki, koraliki, kolorowe papierki, guziki i różne kawałki „czegoś tam” i wszystko to przykrywaliśmy jakimś szkiełkiem i przysypywaliśmy tak powstały „obrazek” ziemią. Największą frajdę miało się przy odgrzebywaniu takiego „arcydzieła”, szczególnie po upływie jakiegoś czasu. A jak pracowała nasza wyobraźnia! Dzisiaj dzieci raczej nie tworzą „szklanych obrazków, ale mnie się to nadal trochę udaje.  A jak? A bardzo prosto: biorę aluminiowe pudełeczko , wypełniam je woskiem sojowym,  w którym zatapiam  różne „skarby”, wkładam  knot, przykrywam szklanym wieczkiem i „szklany obrazek” gotowy. Siadam sobie wtedy wygodnie w fotelu, zapalam knot…. .i  wyobraźnia zaczyna pracować! Spróbuj, to CZYSTA PRZYJEMNOŚĆ!
ŚWIECE Z WOSKU  SOJOWEGO
·         są naturalne; wosk sojowy to utwardzony olej sojowy
·         paląc się nie zwiększają ilości dwutlenku węgla w atmosferze
·         plamy z wosku sojowego łatwo usunąć za pomocą wody z mydłem
·         świece sojowe tworzą 90% mniej sadzy niż świece parafinowe; nie” kopcą”
·         dobrze rozprowadzają w otoczeniu olejki eteryczne
·         stopionego w trakcie palenia się świecy ciepłego wosku możesz używać do natłuszczania i masażu ciała; olejki eteryczne dodane do wosku również wpływają na skórę i zmysły
NiNiebawem świece sojowe będzie można kupić w sklepiku Lawendowej Farmy , a tymczasem mam przyjemność ogłosić mały konkurs. Zaprojektuj swoją świecę sojową: wymyśl dodatki, które chciałabyś/chciałbyś zatopić w wosku oraz zapach, czyli olejki eteryczne, które chciałabyś/chciałbyś do niej dodać (ale tylko eteryczne, kompozycje syntetyczne nie wchodzą w grę). Zwycięzcy konkursu, czyli autorzy dwóch najciekawszych projektów otrzymają nagrodę: 
  • aluminiowe pudełko na świecę sojową
  • odpowiednią ilość wosku sojowego
  • knot
  • olejek eteryczny
  • dodatek tzw. botaniczny (np. suszone kwiaty, owoce itd)
  • instrukcję wykonania świecy sojowej
Konkurs trwa do 13 listopada , życzę miłej zabawy! Pomysły można również przysyłać pod adres: sklep@lawendowafarma.pl

niedziela, 6 listopada 2011

Przeciwzmarszczkowo i melisowo


Wyczytałam niedawno, że już przed ukończeniem dwudziestego roku życia należy nakładać krem pod oczy, oczywiście po to, by zapobiegać powstawaniu zmarszczek. Ale, czy dwudziestolatki myślą o zmarszczkach? Mam nadzieję, że nie. Ja jeszcze dużo później nie myślałam- tyle jest ciekawszych spraw, o których można sobie myśleć...Specjalnego kremu pod oczy też nie nakładałam, po prostu smarowałam okolice oczu kremem do twarzy. Ale jak wiadomo, człowiek całe życie się uczy i teraz już wiem, że krem pod oczy to nie to samo, co krem do twarzy.Skóra  pod oczami jest o wiele bardziej wrażliwa  i smarując ją kremem do twarzy możemy jej bardziej  zaszkodzić niż pomóc.Krem pod oczy powinien być lżejszy niż ten  do twarzy, delikatnie nawilżać i natłuszczać skórę , usuwać obrzęki i sińce pod oczami oraz spłycać tworzące się zmarszczki. Wybór kremów w sklepach jest oczywiście ogromny i to dla każdej "grupy wiekowej", ale ja mam największą frajdę wtedy, kiedy robię coś sama, z prostych składników, tanio, a przede wszystkim maksymalnie naturalnie.  Znalazłam sobie więc skromny przepis i zrobiłam MELISOWY KREM PRZECIWZMARSZCZKOWY POD OCZY, który i Wam serdecznie polecam. A robi się go następująco:
5g masła kakaowego (zwiększyłam do 10g, bo konsystencja była zbyt płynna)
10g lanoliny
50ml oleju ze słodkich migdałów
kilka kropli melisowego olejku eterycznego 
Masło, lanolinę i olej stopić na łaźni wodnej, dodać olejek melisowy i gotowe! 
Krem jest rzeczywiście lekki, delikatny, a jeśli  lubisz zapach olejku melisowego, będziesz naprawdę zadowolona. Ale,ale, olejek melisowy? Czy, aby na pewno? Otóż nie! Zaintrygował mnie napis na opakowaniu olejku melisowego, wynikało z niego, że jest to olejek z melisy indyjskiej. A dla mnie melisa to swojskie, popularne zioło, które nawiasem mówiąc uwielbiam, a więc skąd ta indyjska? I co się okazało? Melisa, mimo iż tak cudownie pachnie, zawiera śladowe ilości olejku eterycznego. To powoduje, że jest on bardzo drogi, a ponieważ ma zapach bardzo podobny do olejku cytrynowego, otrzymywanego z owocni cytryny, cytronelowego otrzymywanego z jawajskiej i cejlońskiej trawy palczatki szczetnej lub lemongrasowego otrzymywanego w Indiach z palczatki cytrynowej, z powodzeniem jest  zastępowany tymi ogólnie dostępnymi, tańszymi olejkami. Jeśli chodzi o zapach, zgoda, ale co z właściwościami? Muszę się przyjrzeć sprawie bliżej. Olejek melisowy (ten prawdziwy) działa przecież uspokajająco, przeciwskurczowo, przeciwbakteryjnie, przeciwwirusowo i przeciwzapalnie i nie tak łatwo go zastąpić innymi.

czwartek, 20 października 2011

Dziękuję, dziękuję

Bardzo dziękuję za  dużą ilość propozycji imion dla "polnych mydeł". Myślę, że oprócz wybranych nazw dla "mniszka" i "z korzeniami", jeszcze nieraz sięgniemy do Waszych pomysłów! A w tym konkursie wybraliśmy następujące nazwy:

1. TRZY KORZENIE - nagroda dla PRACOWNI NA KASZUBACH
2. SEKRET MNICHA - nagroda dla CZAROWNICUJĄCEJ - chociaż pozwolimy sobie zmienić nazwę na SEKRET MNISZKA
3. Za KORZENNE TRIO i MYDLĄCY MNISZEK, a przede wszystkim za slogan reklamowy, który już wpisaliśmy na stronę:
MYDLENIE NA OKRĄGŁO- nagroda dla KALISZ MADE
4 Za dużą ilość propozycji NAGRODA NIESPODZIANKA dla KOTY

SERDECZNIE GRATULUJEMY!
Bardzo proszę nagrodzone osoby o przesłanie adresów korespondencji na adres: sklep@lawendowafarma.pl
Do następnego konkursu!

poniedziałek, 17 października 2011

Zaraźliwa pasja

Nie będę ukrywać, że cierpię na chroniczny brak czasu (na pewno nie jestem w tym osamotniona) i nie czytam (czego bardzo żałuję) wielu ciekawych wpisów na wielu ciekawych blogach. Ale dzisiaj dostałam tzw. "cynk", że wspomniano na blogu ViolaS o mojej bazie mydlanej, no i oczywiście nie mogłam nie przeczytać. Oj, zrobiło mi się miło! Ucieszyło mnie, że z mojej bazy wyszły takie fajne mydełka (ciekawe dodatki!), że Viola (mam nadzieję) miała frajdę robiąc je i że będzie miała  frajdę (również nadzieja!) używając ich. Tak więc pozwolę sobie zamieścić link do wspomnianego wpisu : http://wiola212.blogspot.com/2011/10/nowa-pasja.html z nadzieją oczywiście, że Viola nie będzie miała nic przeciwko.
 Chcę zachęcić w ten sposób wszystkich do robienia mydeł z gotowej bazy mydlanej, według własnego pomysłu ,czyli takich, jakie najbardziej lubimy. Ale ostrzegam: to naprawdę zaraźliwa pasja!

środa, 12 października 2011

Jeśli masz chęć - spróbuj!

Zapraszam Wszystkich, którzy chcieliby otrzymać okrągłe mydełka z Lawendowej Farmy do małego konkursu:
bardzo proszę, pomóżcie wymyślić ciekawą nazwę dla dwóch okrągłych mydełek z serii POLNE ZIOŁA.
1. Pierwsze  mydełko- w jego skład  wchodzą odwary z korzeni trzech roślin: łopianu, pokrzywy i mydlnicy, z dużą ilością oleju rycynowego, "napachnione" olejkami eterycznymi: herbacianym, lawendowym i rozmarynowym; wspaniale się pieni, polecane do mycia włosów.
2. Drugie mydełko- to mydełko o roboczej nazwie Mniszek Reaktywacja, piszę o nim w swoim ostatnim wpisie. Mydełko powstało na bazie oleju i  odwaru z korzenia mniszka, regeneruje skórę, pachnie lawendowo-melisowo.
Będę wdzięczna za wszystkie propozycje. Oczywiście dla zwycięzców przygotowałam nagrody:
3 zestawy po 4 różne, okrągłe mydełka.
Swoje propozycje zgłaszajcie na blogu lub przysyłajcie na adres: sklep@lawendowafarma.pl , do 20 października b.r.
Czekam z niecierpliwością!






czwartek, 6 października 2011

Mniszek Reaktywacja

Mniszek lekarski, nazywany  mleczem lub dmuchawcem, to kolejne niedoceniane w pielęgnacji skóry ziółko. A szkoda, bo działa na nią wybornie! Wszystko to za sprawą bogatego w wartościowe składniki (kwasy organiczne, sole mineralne, związki cukrowe i goryczkowe)  soku mlecznego, znajdującego się we wszystkich częściach rośliny (korzeń, kwiat, liście, ziele). Mniszka używa się do sporządzania preparatów oczyszczających suchą, ziemistą cerę. Sok z mniszka, przygotowany ze świeżego ziela oraz korzeni , dodany do oleju działa regenerująco na skórę, przyspiesza bliznowacenie i zanikanie uszkodzeń skóry. A jak już zrobimy cudowny "olej mniszkowy", to koniecznie trzeba zrobić ,co? Oczywiście "mniszkowe mydło"! I dokładnie tak zrobiliśmy: ja "nastawiłam"  mniszkowy olej (a dokładnie oliwę), oraz ugotowałam odwar z korzenia mniszka, a  Wojtek zrobił piękne, okrągłe mydło. Nazwaliśmy je "Mniszek Reaktywacja", aby podkreślić  regenerujące działanie tego pospolitego ziółka.  Z  pewnością będzie to moje ulubione mydło: wspaniale się pieni (olej rycynowy), doskonale pachnie (olejek lawendowy i melisowy) i jest przyjemnie gładkie w dotyku (wosk pszczeli). Mam nadzieję, że Wojtek podaruje mi kilka krążków....

wtorek, 27 września 2011

Przywrotnik urody


Lubimy wszystko co egzotyczne : egzotyczne podróże, egzotyczne opowieści, egzotycznych ludzi, egzotyczne jedzenie, no i egzotyczne kosmetyki oczywiście! Wszystko co egzotyczne, jest tajemnicze, wyjątkowe, niecodzienne,  pachnie przygodą, jest  po prostu lepsze! Ale czy tak jest naprawdę? Oczywiście, że nie! Weźmy chociażby nasze polne zioła, które rosną przy drogach, na łąkach, polach i w lasach, a w swej nazwie często mają przymiotnik "pospolity", albo mówi się o nich, że to pospolite zioła. A czy to znaczy "gorsze"? Absolutnie nie! Te "pospolite zioła" zawierają mnóstwo zdrowych dla naszej skóry składników, aż grzech z nich nie korzystać, a poza tym zawsze są w zasięgu ręki i są dużo tańsze niż egzotyczne składniki. Takim "pospolitym ziółkiem" , którego nie sposób przecenić jest przywrotnik pospolity. Znacie na pewno jego liście, wyglądające jak parasolki , na których tak cudnie "siadają" krople wody (to oczywiście znane z lekcji biologii zjawisko gutacji). Niektórym liście przywrotnika przypominają spódniczkę lub płaszcz, stąd jego angielska nazwa Lady's mantle. Ziele przywrotnika ma balsamiczny zapach oraz cierpki, słodkawy smak, zawiera garbniki, saponiny, gorycze i żywice. Stwierdzono jego korzystny wpływ na skórę, uwidaczniający się w usuwaniu oszpeceń, np. blizn po oparzeniach i  ran. Następuje wtedy częściowa regeneracja naczyń włosowatych, stopniowe (choć powolne) zanikanie plam i znamion na skórze oraz przywrócenie odpowiedniej elastyczności naskórka. Przywrotnik, jak wskazuje jego nazwa, przywraca więc urodę. Skorzystaj z dobrodziejstw przywrotnika i zregeneruj swą skórę robiąc maseczki z jego dodatkiem.Suszone ziele przywrotnika kupisz w każdym zielarskim sklepie, a kosztuje naprawdę grosze. Będziesz miała satysfakcję, że robisz coś dla swej urody nie wydając dużych pieniędzy.
REGENERUJĄCA MASECZKA Z PRZYWROTNIKIEM
 łyżka ziela przywrotnika,
3/4 szklanki wrzątku,
3 łyżki mielonych płatłów owsianych,
łyżeczka miodu.
Sporządź napar z przywrotnika: ziele zalej wrzątkiem i zostaw pod przykryciem. Wymieszaj płatki owsiane z miodem i dodaj łyżkę wystudzonego naparu; powstałą papkę nałóż na skórę, pozostaw kilka minut, po czym zmyj ciepłą wodą.
PRZYWROTNIKOWA MASECZKA/BALSAM  DO RĄK
2 łyżki zmielonych płatków owsianych,
łyżka naparu z przywrotnika,
łyżeczka oleju avokado,
łyżeczka soku z cytryny,
łyżeczka gliceryny.
Wymieszaj wszystko na gładką masę i nałóż na ręce przed pójściem spać, pozostaw na  pół godziny, po czym zmyj ciepłą wodą. Ręce posmaruj kremem nawilżającym i nałóż do snu bawełniane rękawiczki; rano zmyj krem.
A teraz z zupełnie innej beczki: na dworze jest tak ciepło i cudnie, że moja kalina ma kwiaty i owoce jednocześnie!




środa, 14 września 2011

Nie tylko się czepia!

Czepia się jak rzep psiego ogona! Któż z nas nie zna tego powiedzenia? Oczywiście wszyscy wiedzą, że te rzepy to kwiaty łopianu, zebrane w koszyczki, uzbrojone w haczyki, za pomocą których przyczepiają się do ubrań, wkręcają we włosy itd. Ale jeśli chodzi o pielęgnację skóry ważniejszy od kwiatów jest korzeń, który ma słodki smak, niezbyt przyjemnie pachnie i osiąga długość 0,5m. Korzeń łopianu, łodygi i ogonki liściowe są jadalne (na surowo), można je też kisić.  W Japonii, Chinach i na Jawie uprawia się go jako warzywo,  w Wielkiej Brytanii z korzenia łopianu w połączeniu z korzeniem  mniszka lekarskiego produkuje się orzeźwiający napój sprzedawany w podobnej formie jak inne napoje gazowane np. coca-cola,  funkcjonuje on pod nazwą .Dandelion and Burdock.
Korzeń łopianu zawiera same dobre rzeczy, a mianowicie: cukier inulinę, białka, tłuszcze, fitosterole,  nieduże ilości olejków eterycznych,, glikozydy, saponiny, dużo siarki, fosforu, witaminę C. Sporządza się z niego olej łopianowy, mocząc  zmielony korzeń przez 3 tygodnie w oleju słonecznikowym lub jojoba.
Taki olej stosuje się   przy tłustej, zanieczyszczonej skórze, przy trądziku,  także przy nadmiernym wypadaniu włosów i łupieżu, leczy czyraki, wypryski oraz świąd. Olej z łopianu działa oczyszczająco, antybakteryjnie i antyseptycznie. Tyle zalet! Nie mogłam i ja  przejść obok łopianu obojętnie i zrobiłam sobie masełko łopianowe.
Można nim pielęgnować zniszczoną skórę z różnego rodzaju wypryskami i zmianami alergicznymi. Robi się je bardzo prosto:
PRZEPIS NA MASEŁKO ŁOPIANOWE
180g oliwy,
45g masła shea,
45g oleju kokosowego,
15g wosku pszczelego,
garść pokruszonego lub zmielonego  korzenia łopianu,
ulubiony olejek eteryczny.

 Ponieważ od czasu "wykopków rabarbarowych " nie kupiłam sobie nowego szpadla (ten , który miałam ucierpiał przy wykopywaniu korzenia rabarbaru), postanowiłam użyć suszony korzeń łopianu, zakupiony w sklepie zielarskim. Garść korzenia zalewamy oliwą i moczymy (macerujemy) przez trzy tygodnie. W łaźni wodnej rozpuszczamy wosk, shea i tłuszcz kokosowy, dodajemy nasz olej łopianowy, ulubiony olejek eteryczny (ja dodałam lawendowy),  całość mieszamy i gotowe! Ma działać! A jak będzie? Zobaczymy! Zainspirowani łopianem zrobiliśmy na |Lawendowej Farmie mydełko łopianowe, które będzie dostępne pod koniec października, mamy nadzieję, że znajdzie swoich wielbicieli. Serdecznie zapraszamy!

środa, 31 sierpnia 2011

Kolor rabarbaru


 Lubimy kiedy coś jest kolorowe, przyjemne dla oka, w tym również lubimy kolorowe kosmetyki. Ale jak nadać kolor naturalnym kosmetykom nie stosując sztucznych barwników? W przypadku mydeł, które również zalicza się do kosmetyków, sprawa nie jest prosta. Dlaczego? Prawdziwe mydło powstaje przy udziale wodorotlenku sodu lub potasu, które są mocnymi zasadami (ba! żrącymi zasadami), i które często najpiękniejsze kolory zamieniają w kolor błota...Ale nie wolno się poddawać, trzeba z uporem poszukiwać. Stosując tę zasadę, ponieważ zależy mi, aby moje mydła były w 100% naturalne, natknęłam się na blogu amerykańskiej mydlarki na post opisujący "mydło rabarbarowe" (ang. rhubarb soap) o pięknym kolorze brudnego różu. A wszystko to za sprawą korzenia rabarbaru. Bardzo chciałam spróbować i sprawdzić, czy faktycznie korzeń zwykłego rabarbaru nadaje mydłu taki ciekawy odcień. 
 

Niewiele myśląc wykopałam korzeń ( mój szpadel mocno przy tym ucierpiał) i zrobiłam z niego wywar, ale kolor wywaru nijak nie był różowy, tylko pomarańczowo-brązowy.
Nie tracąc nadziei dodałam wywar do mydła i..... otrzymałam odcień brudnego różu! A więc jednak to prawda! Bardzo mnie  ucieszyła, taka  nowa możliwość naturalnego barwienia mydeł. Na wspomnianym blogu przeczytałam, że takim wywarem można również barwić wełnę na ciekawy odcień różu. Tak więc do rozpracowania pozostało mi jeszcze naturalne mydło barwione naturalnie na niebiesko. W tym celu zakupiłam na Allegro nasiona urzetu barwierskiego, z której to rośliny pozyskuje się niebieski barwnik indygo, ale to kwestia przyszłości, bo nasiona najpierw muszę wysiać, a urzet jest rośliną dwuletnią. A może ktoś zna jakiś inny sposób?


środa, 24 sierpnia 2011

Coś dla duszy czyli nalewka lawendowa

Jeszcze lato w pełni: ciepło, słonecznie, kwiaty kwitną, pszczoły brzęczą, ale jak się dobrze przyjrzymy to stwierdzimy, że światło słoneczne jakieś inne, kolory otaczającej przyrody mniej wyraziste i myślimy sobie: oj, jeszcze trochę i będzie jesień.... Ja też sobie tak myślę i robi mi się wtedy smutno i szkoda lata. Ale mam skuteczny sposób na takie jesienne smutki: dostępne owoce i zioła zalewam wódką lub spirytusem,dodaję miód i przyprawy, a potem jak już nadejdzie jesienna szaruga raczę siebie i bliskich takim rozgrzewającym wspomnieniem lata i od razu na duszy robi się lżej. Oczywiście nie przesadzamy z ilością, nalewki są dosyć mocne i już niewielka ilość poprawia samopoczucie. Do moich ulubionych nalewek, które sporządzam od kilku lat należą:
Żenicha - z owoców dzikiej róży, z dodatkiem mięty, rumianku i miodu lipowego; jak sama nazwa wskazuje, sporządzano ją w domach, gdzie były panny na wydaniu, aby częstować kawalerów,
Nalewka z kwiatów czarnego bzu- z dodatkiem cytryn lub limonek i miodu, ma niespotykany, zachwycający smak i przyjemny, lekko żółty kolor,
Kresowa-z wiśni, czarnej porzeczki i malin z dodatkiem migdałów, cynamonu i goździków, to prawdziwe "niebo w gębie",
Morelowa- bardzo prosta w wykonaniu ale wyśmienita w smaku.
Mogłabym wyliczać długo, bo o ile nie za bardzo lubię robić domowe przetwory (no dobrze, tak naprawdę nie znoszę ich robić!), o tyle bardzo lubię sporządzać nalewki, a ponieważ mój mąż lubi robić na te nalewkgliniane butelki , od razu mamy gotowe prezenty na różne niespodziewane okazje. 
 Nalewki robiłam najprzeróżniejsze: z jarzębiny, z żurawiny, z malin, z poziomek, z kwiatów lipy (to też moja ulubiona!), z arcydzięgla, ale uświadomiłam sobie, że nigdy nie zrobiłam.... nalewki lawendowej! Oj niedobrze, niedobrze!Znając uspokajające właściwości lawendy , bałam się, że taka nalewka to jakaś mocno usypiająca mikstura! Ale w końcu trzeba spróbować, a że na jakimś bardzo starym forum internetowym znalazłam inspirujący przepis, zrobiłam swoją pierwszą lawendową nalewkę, a oto przepis:
NALEWKA LAWENDOWA
3 szklanki wódki 40%,
3 szklanki świeżego kwiatu lawendy lub 6 łyżek suszonego,
2 łyżki świeżego utartego imbiru,
5 wymytych cytryn,
o. 4cm skórki pomarańczowej, najlepiej wysuszonej,
2 goździki,
1 szklanka delikatnego miodu.
 Wszystkie składniki oprócz miodu wkładamy do słoja i odstawiamy w ciemne miejsce na ok. 2 tygodnie, a następnie dodajemy miód i ostawiamy jeszcze na tydzień lub dwa; po tym czasie filtrujemy nalewkę, wlewamy do ładnej butelki i voila: nalewka lawendowa gotowa.
Musimy pamiętać, że do sporządzenia nalewki wykorzystujemy jedynie cienko obraną skórkę i miąższ z cytryn, a wszystkie gorzkie części czyli białą część skórki, błony i pestki usuwamy. 

Moja nalewka na razie ma różowawy kolor, ale ostatecznie ma być bursztynowa. Ci, którzy ją robili i próbowali, piszą o wyrafinowanym smaku, oj, nie mogę się doczekać degustacji!