Jestem dumnym członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Twórców Mydła i Kosmetyków

Member of the European Directory of Soap and Cosmetics Makers

poniedziałek, 8 lutego 2016

Atopowy kłopot


Atopowe zapalenie skóry ( AZS) to przewlekła choroba skóry, na którą cierpi coraz więcej osób (w tym coraz więcej dzieci). Nie wiadomo dokładnie, co ją wywołuje, ani jak ją skutecznie leczyć, niemniej jednak wiadomo, że codzienna właściwa pielęgnacja (przede wszystkim natłuszczanie i nawilżanie)  może znacznie łagodzić  dokuczliwe objawy atopowej skóry, takie jak: swędzenie, przesuszenie, zaczerwienienie oraz stany zapalne. 
Nie mam w rodzinie, ani wśród znajomych nikogo, komu dokuczałoby atopowe zapalenie skóry (taką mam nadzieję:)), ale otrzymuję wiele pytań od naszych klientów, czy "mamy coś", co pomogłoby na to dokuczliwe schorzenie. Ha,  bardzo chciałam, aby w naszej ofercie znalazły się ręcznie robione, zdrowe balsamy do natłuszczania i zmiękczania suchej, swędzącej atopowej skóry, które przyniosłyby cierpiącym osobom odczuwalną ulgę. A przecież chcieć, to móc! Przeszukałam wiele stron internetowych, przeczytałam wiele informacji , wyłuskałam stosowne recepty i zrobiłam próbki balsamów-jutro wyślę je do osób cierpiących na AZS i będę czekać na opinie! Mam nadzieję, że będą pozytywne, bo w próbnych balsamach znajdują się same dobre rzeczy, min.: masło shea, masło mango, masło kakaowe, macerat nagietka (olej ze słodkich migdałów), olej z ogórecznika, olej z miodli indyjskiej (neem oil), wosk pszczeli, wit. E i olejki eteryczne. Trzymam kciuki, dam znać, jak poszło!

wtorek, 27 października 2015

Pomadka Zielona - must have!

Chyba każdy doświadczył tej bardzo nieprzyjemnej przypadłości, jaką jest opryszczka wargowa. I nic dziwnego-prawie 90% z nas jest nosicielem sprawcy tej zakaźnej choroby, czyli wirusa HSV1 (chociaż w większości przypadków nie mamy o tym pojęcia). Kiedy wirus wtargnie do naszego organizmu (bardzo często już w dzieciństwie), "mości sobie w nim gniazdko" i pozostaje do końca. Atakuje w chwilach obniżonej odporności , gdy jesteśmy przemęczeni, zestresowani, niedożywieni. Gdy pojawią się pierwsze objawy opryszczki, jak  mrowienie i pieczenie warg,  jesteśmy jeszcze w stanie skutecznie zwalczyć wirusa prostymi domowymi sposobami:
1. przede wszystkim odpowiednia dieta, która wzmocni organizm
2. aloes- wystarczy ułamać kawałek liścia i przyłożyć do tworzącego się pęcherzyka
3. czosnek i cebula-przyłożyć  przekrojony ząbek lub kawałek cebuli 
4. herbata- przykładamy ciepłą torebkę świeżo zaparzonej herbaty
5. miód- wystarczy posmarować chore miejsce by skutecznie ograniczyć rozprzestrzenianie stanu zapalnego
6. melisa- przykładamy okłady z melisy lub smarujemy olejkiem melisowym
7. polopiryna-smarujemy chore miejsce umoczoną w wodzie  tabletką polopiryny
8. olejek z drzewka herbacianego- to mój ulubiony sposób, bo jest naprawdę niezawodny! Olejku herbacianego nie sposób przecenić! Działa przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, jest dobry nie tylko na opryszczkę, ale również na pryszcze i kurzajki!
Z myślą o cierpiących z powodu opryszczki, przygotowałam Pomadkę Zieloną. To twardy balsam do ust z dodatkiem olejku herbacianego oraz oleju konopnego, który nadaje pomadce lekko zielony kolor, ale przede wszystkim nawilża, odżywia i działa  przeciwzapalnie. Dobrze jest mieć w torebce zieloną pomadkę! Na opryszczkę, na pryszcze i po prostu na ładną, zdrową skórę!

środa, 26 sierpnia 2015

Mydło and soda? Zdecydowanie tak!


Jak wiadomo, na  Lawendowej Farmie mydła mamy w bród, ale nie wyrzucamy nawet najmniejszych ścinków-wszystkie wykorzystujemy   do  usuwania brudu (O mowo polska-do łatwych nie należysz!). Wszystkie  skrawki zostają zmielone na mydlany makaron, który na potrzeby sprzedaży nazwałam Tutti Frutti. Uwielbiam go i, co tu dużo mówić, zginęłabym bez niego! Nic tak dobrze nie usuwa tłuszczu z naczyń, w których sporządzamy nasze mydło, jak właśnie nasze mydło! Nic tak dobrze nie pierze naszych ubrań, jak nasze mydło! Tutti Frutti dodane do wody tworzy cudownie obfitą pianę-płyn do prania i zmywania jednocześnie. Jakoś nie przyszło mi do głowy, aby do Tutti Frutti dodać sodę oczyszczoną, ale od czego nasze wspaniałe Klientki? (dziękuję Pani Magdo!). Z sodą jest jeszcze lepiej-soda zmiękcza wodę, czyści i poleruje naczynia, ożywia  kolory pranych ubrań, pomaga usunąć osad z kamienia, pomaga usuwać plamy, jednym słowem- w gospodarstwie domowym jest niezastąpiona! Cieszę się, że nie muszę używać tych wszystkich  szkodliwych dla skóry detergentów, wystarczy prawdziwe mydło i zwykła soda. Soda jest tania, bezpieczna dla ludzi i zwierząt, całkowicie biodegradowalna, a prawdziwe mydło....no coż,  robię je sama:))
 

wtorek, 24 czerwca 2014

Cytrusowy konkurs-rozstrzygnięcie i....."egipski" balsam

Czas szybko płynie i nadszedł dzień rozstrzygnięcia cytrusowego minikonkursu! Zadanie wbrew pozorom nie było proste, bo nazwa "kurkuma", jak dla mnie, jest mało wdzięczna i mało "medialna".Ale, jak zawsze, mogłam liczyć na Waszą inwencję i pomysłowość! Serdecznie dziękuję za wszystkie nadesłane propozycje:) Z tych, które mi się spodobały wymienię: Spieniony Cytrusek, Kurkumowy Pieniacz, Cytruśna Pianka, KurKumoszka, KurkuMinka z Limetką czy Cytrusowy Smaczek, ale moją zdecydowaną faworytką została nazwa: KURKUMYKU NA PROMYKU i tym sposobem Pani Aneta K. otrzyma w nagrodę 4 kostki kurkumowego mydła-SERDECZNIE GRATULUJĘ!

A teraz zmieniam temat, bo dzisiejszy dzień spędziłam pod znakiem "egipskiego" balsamu, który koi, leczy, nawilża, zmiękcza itd, itp. Czy ktoś zetknął się z tym "cudem"? Na pewno Pani Ania, dzięki której dowiedziałam się o jego "istnieniu", ale może ktoś jeszcze? Może miał ktoś okazję go wypróbować?Jeśli tak, napiszcie o swoich wrażeniach. Wiem, że ten krem/balsam sporo kosztuje, chociaż do końca nie wiem, dlaczego aż tak dużo. Tak czy siak, musiałam go zrobić i spróbować, bo jego skład jest rzeczywiście bardzo przyjemny: oliwa, wosk pszczeli, miód, nalewka propolisowa, pyłek pszczeli i mleczko pszczele, którego ja nie dodałam, bo nie miałam go pod ręką. Balsamik wyszedł obiecująco: gęsty, kremowy, odżywczy, ciekawa jestem, co Pani Ania powie na jego temat? Ja, w każdym razie, będę go testować na sobie, rodzinie i znajomych-jeśli przejdzie pomyślnie "chrzest bojowy" z przyjemnością wprowadzę go do oferty Lawendowej Farmy! 
A oto moja pierwsza próba:
W balsamie widoczne są "paprochy" pyłku pszczelego, czy tak jest w "oryginale"?


środa, 18 czerwca 2014

Kąpielowe pralinki



Tak naprawdę, kąpiemy się zbyt często! Nam to oczywiście nie przeszkadza, bo więcej kąpieli oznacza, większe zużycie mydła. Ale niestety więcej kąpieli oznacza również przesuszoną, pozbawioną naturalnego natłuszczenia skórę.Nie martwcie się-mamy na to sposób, a mianowicie: KĄPIELOWE PRALINKI!Już niebawem będą dostępne na Lawendowej Farmie! Malutkie balsamiki zawierają same smakołyki: masło kakaowe i shea, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, olej z konopii lub rokitnikowy. Bardzo dobrze rozpuszczają się na ciepłej skórze, nawilżają ją i natłuszczają, sprawiają, że jest mięciutka i elastyczna.Koniecznie spróbuj!

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Białe czyli żółte czyli cytrusowy konkurs

  Wiesz co? To mydło co mamy pod prysznicem jest po prostu świetne!-powiedział dzisiaj mój mąż. Myłem się nim i dało tyle piany, że aż za dużo!A, o którym mydle mówisz?- zapytałam. O naszym! No, tak, ale jaki miało kolor?-drążyłam. Takie jakieś białe... Ciekawa byłam, które mydło tak zachwyciło mego męża, ale że jechaliśmy właśnie samochodem,musiałam poczekać na wyjaśnienie. Zaraz po powrocie poszłam do łazienki, a tam, w kabinie prysznicowej leżało sobie spokojnie......... żółte mydełko "Litsea z Kurkumą". No tak, pomyślałam, mężczyźni jak zwykle znają się na kolorach: białe czyli żółte! Nie zdziwiło mnie ani trochę, że"cytrusowe mydełko" zachwyciło mego męża, bo ja również jestem jego fanką!Po namydleniu jest cudownie gładkie, tworzy bardzo obfitą, kremową pianę, zawiera dużo oleju rycynowego, który jest zbawienny w stanach zapalnych skóry, porażeniu słonecznym,  lekkich oparzeniach i podrażnieniach, do tego zmiękcza skórę i dobrze wpływa na włosy. Przyjemnie żółty kolor mydełka pochodzi od kurkumy, którą skóra bardzo lubi za jej silne antyseptyczne i przeciwzapalne działanie. Nie mogę nie wspomnieć o świeżym cytrusowym zapachu, który pochodzi od mieszanki olejków eterycznych: litsea cubeba, limetkowego i  palmarosowego. Czy to mydło ma jakieś wady? Według mnie ma i to aż dwie: po pierwsze, zbyt szybko się  kończy, a po drugie, nie do końca podoba mi się jego nazwa. O ile z pierwszą wadą nie bardzo wiem co zrobić, o tyle z drugą, sprawa wydaje się prosta: ogłaszam niniejszym malutki konkurs na nową nazwę cytrusowego mydełka Litsea z Kurkumą. Wiem, ze mogę na Was liczyć! Zależy mi na nazwie swojskiej i dowcipnej , a jednocześnie oddającej charakter żółtego mydełka. Oczywiście nagrodą za najlepsze propozycje będą cytrusowe mydełka! Na wymyślanie nazwy macie sporo czasu, bo rozstrzygnięcie planuję na wtorek za dwa tygodnie, czyli 24 czerwca. Pomysły wpisujcie tutaj na blogu lub przesyłajcie na adres: sklep@lawendowafarma.pl
Serdecznie zapraszam wszystkich do zabawy! 
A to nasze koty w dzisiejszym upale:


sobota, 31 maja 2014

Róbmy swoje!

Oczywiście, róbmy swoje..... kosmetyki!Namawiam wszystkich gorąco!A po co? Przede wszystkim dla zdrowia. Kiedy robimy swoje balsamy, toniki, mydła, peelingi itp., dokładnie znamy ich skład, nie dodajemy mnóstwa podejrzanych  substancji o skomplikowanych nazwach, wręcz przeciwnie: tak naprawdę, większość kosmetyków "domowej roboty" sporządzamy z jadalnych składników, tych samych, których używamy w swojej kuchni, które bardzo dobrze znamy i wiemy, że nie są dla nas szkodliwe.  Musimy mieć świadomość, że kosmetyki przez skórę, przedostają się głębiej, "do środka" naszego organizmu i mają wpływ na nasze zdrowie. Nie zakładajmy, że firmy kosmetyczne produkując swoje wyroby mają wyłącznie dobre intencje-wiadomo, że liczy się przede wszystkim zysk!Jeśli sami nie zadbamy o to, co kładziemy na nasze ciało, nikt za nas tego nie zrobi-tylko nieznaczny procent substancji wchodzących w skład kosmetyków jest poddawany długofalowym badaniom, a zdecydowana większość to tak naprawdę wielki znak zapytania.
Daleka jestem od tego, aby urazić kogokolwiek, ale w tym miejscu muszę wrzucić kamyczek do ogródka "kosmetycznych blogerek", które poświęcają swój drogocenny czas i z niebywałym zaangażowaniem promują fabryczne kosmetyki niejednokrotnie "naszprycowane" chemią, zachwalają ich działanie, opakowanie itd, nie zastanawiając się częstokroć   nad ich podejrzanym składem i być może szkodliwym działaniem. A może ciekawiej byłoby prezentować własnoręcznie zrobione kosmetyki?  Może nie tak kolorowe i pachnące, ale często po prostu zdrowsze. Moim zdaniem, postów na ich temat ciągle za mało. Do tego, robienie własnych kosmetyków to prawdziwa frajda!Uczymy się, eksperymentujemy, poszukujemy, coraz lepiej poznajemy swoje ciało i jesteśmy w tym coraz lepsze. A jaka satysfakcja, kiedy pomysłowo zapakowany, własnoręcznie zrobiony kosmetyk wręczymy komuś na prezent-to zupełnie co innego niż sklepowy dezodorant!
I dlatego, róbmy swoje kosmetyki!Naprawdę warto!
To może na początek "Dzień w Prowansji"- bardzo prosty czyścik do twarzy. Aby go zrobić, musisz przygotować:
1 łyżeczkę wiórków zielonej herbaty
1 łyżeczkę suszonych płatków róży
1 łyżeczkę suszonych płatków nagietka
1 łyżeczkę suszonych kwiatów lawendy
1 tabletkę niepowlekaną aspiryny
30g białej glinki
30g otrąb ryżowych
3 kapsułki wit. C
Wszystkie składniki utrzyj  w moździerzu lub blenderze. Stosuj codziennie w ilości 1 łyżeczka czyścika + kilka kropli wody-powstałą gęstą pastę nałóż na twarz, potrzymaj 2-10 minut, w zależności od kondycji cery, następnie  usuń czyścik i zmyj twarz ciepłą wodą. Czyścik polecam dla przetłuszczonej, trądzikowej cery, bo dobrze oczyszcza skórę, złuszcza naskórek, zabliźnia rany, usuwa przebarwienia. Witamina C i aspiryna łagodzą stany zapalne, wzmacniają i rozjaśniają skórę.


Przepis zaczerpnęłam z książki Julie Gabriel pt. The Green Beauty Guide