Jestem dumnym członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Twórców Mydła i Kosmetyków

Member of the European Directory of Soap and Cosmetics Makers

poniedziałek, 28 listopada 2011

Masujące krążki

 Ależ inspirujące mail'e otrzymuję od osób, które tak jak ja, lubią naturalne kosmetyki Jestem za nie naprawdę wdzięczna, bo bardzo lubię eksperymentować. Dużą przyjemność sprawił mi e-mail od Anny, w którym zachęcała mnie do zrobienia masujących kostek do ciała, które rozgrzewają mięśnie i poprawiają ukrwienie skóry. Anna bardzo lubi kostki firmy Lush, ale są one drogie i trudno dostępne. Dodatki masujące w takiej kostce mogą być różne, w Lush-u są  trochę egzotyczne (fasolka aduki, fasolka mung), ja postanowiłam użyć nasion swojskiej gorczycy. Zachęcił mnie do tego również fakt, że olej z nasion gorczycy działa przeciwbólowo, rozgrzewająco i od dawna był (bo nie wiem, czy w dalszym ciągu jest) używany do masażu. Jako spoiwa użyłam bardzo korzystnie oddziałujących na skórę tłuszczów, czyli: masła shea, oleju kokosowego i wosku pszczelego, a dla zapachu i dodatkowego efektu rozgrzewającego, dodałam olejek cynamonowy. Wypróbowałam taką kostkę (a właściwie krążek ) na sobie i jestem zadowolona z efektu, ale ponieważ nie mam porównania (nie używałam Lush-a), wyślę kostkę do Anny z prosbą o przetestowanie i opinię. Jeśli test wypadnie pomyślnie, to chętnie wstawię takie kostki do sklepiku. A ponieważ robienie takich masujących kostek to fajna zabawa, poszłam za ciosem i zrobiłam kostkę z plastrem wosku, która wygląda zupełnie jak moje mydło Plaster Miodu. 

Dodałam do niej olejek pomarańczowy, przez co jest pomarańczowo-miodowa i osobiście  już ją lubię! Jeśli macie ciekawe pomysły na naturalne kosmetyki, podzielcie się, proszę, a ja chętnie poeksperymentuję!

wtorek, 15 listopada 2011

Nagrody trafią do...

Przysypały mnie zamówienia w sklepiku (dobrze, że nie śnieg) i stąd drobne opóźnienie w rozstrzygnięciu konkursu na "szklane obrazki", za które serdecznie przepraszam .Oczywiście, że zabawa nazywała się "sekrety", cieszę się, że dzięki konkursowi moja pamięć została odkurzona-dziękuję! Bardzo dziękuję wszystkim za udział w konkursie, mam nadzieję, że dla Was również była to przyjemna zabawa. A teraz zwycięzcy:
1. Tuome - za trzy inspirujące pomysły, przy których się rozmarzyłam,

2. Bzeltynka- za świecę, która bardzo przypadła mi do gustu-również uwielbiam cytrusowe zapachy

Bardzo proszę Tuome o podanie adresu (adres Bzeltynki mam), abym mogła wysłać nagrodę, gratulacje!
A swoją drogą, zachęcam wszystkich do propagowania "zdrowych" świec z wosku sojowego, które nie "kopcą", wytwarzają o 90% mniej sadzy i nie zawierają pochodnych ropy naftowej. To naprawdę CZYSTA przyjemność, w Polsce jeszcze mało znana, ale to się na pewno zmieni. Jeśli chcielibyście robić świece sojowe według własnego projektu (doskonały pomysł na prezent, gorąco polecam), ale nie możecie kupić wosku sojowego, knotów itd., piszcie na adres sklepiku: sklep@lawendowafarma.pl, a ja postaram się pomóc, serdecznie wszystkich zapraszam!

poniedziałek, 7 listopada 2011

Konkurs na szklane obrazki



Jako dziecko bardzo lubiłam zabawę w „szklane obrazki”. Nie pamiętam, czy my dzieci, tak ją nazywaliśmy, ale ja taką nazwę zapamiętałam. Kopaliśmy w ziemi dołki, wsadzaliśmy w nie swoje „skarby”, a więc: kwiatki, koraliki, kolorowe papierki, guziki i różne kawałki „czegoś tam” i wszystko to przykrywaliśmy jakimś szkiełkiem i przysypywaliśmy tak powstały „obrazek” ziemią. Największą frajdę miało się przy odgrzebywaniu takiego „arcydzieła”, szczególnie po upływie jakiegoś czasu. A jak pracowała nasza wyobraźnia! Dzisiaj dzieci raczej nie tworzą „szklanych obrazków, ale mnie się to nadal trochę udaje.  A jak? A bardzo prosto: biorę aluminiowe pudełeczko , wypełniam je woskiem sojowym,  w którym zatapiam  różne „skarby”, wkładam  knot, przykrywam szklanym wieczkiem i „szklany obrazek” gotowy. Siadam sobie wtedy wygodnie w fotelu, zapalam knot…. .i  wyobraźnia zaczyna pracować! Spróbuj, to CZYSTA PRZYJEMNOŚĆ!
ŚWIECE Z WOSKU  SOJOWEGO
·         są naturalne; wosk sojowy to utwardzony olej sojowy
·         paląc się nie zwiększają ilości dwutlenku węgla w atmosferze
·         plamy z wosku sojowego łatwo usunąć za pomocą wody z mydłem
·         świece sojowe tworzą 90% mniej sadzy niż świece parafinowe; nie” kopcą”
·         dobrze rozprowadzają w otoczeniu olejki eteryczne
·         stopionego w trakcie palenia się świecy ciepłego wosku możesz używać do natłuszczania i masażu ciała; olejki eteryczne dodane do wosku również wpływają na skórę i zmysły
NiNiebawem świece sojowe będzie można kupić w sklepiku Lawendowej Farmy , a tymczasem mam przyjemność ogłosić mały konkurs. Zaprojektuj swoją świecę sojową: wymyśl dodatki, które chciałabyś/chciałbyś zatopić w wosku oraz zapach, czyli olejki eteryczne, które chciałabyś/chciałbyś do niej dodać (ale tylko eteryczne, kompozycje syntetyczne nie wchodzą w grę). Zwycięzcy konkursu, czyli autorzy dwóch najciekawszych projektów otrzymają nagrodę: 
  • aluminiowe pudełko na świecę sojową
  • odpowiednią ilość wosku sojowego
  • knot
  • olejek eteryczny
  • dodatek tzw. botaniczny (np. suszone kwiaty, owoce itd)
  • instrukcję wykonania świecy sojowej
Konkurs trwa do 13 listopada , życzę miłej zabawy! Pomysły można również przysyłać pod adres: sklep@lawendowafarma.pl

niedziela, 6 listopada 2011

Przeciwzmarszczkowo i melisowo


Wyczytałam niedawno, że już przed ukończeniem dwudziestego roku życia należy nakładać krem pod oczy, oczywiście po to, by zapobiegać powstawaniu zmarszczek. Ale, czy dwudziestolatki myślą o zmarszczkach? Mam nadzieję, że nie. Ja jeszcze dużo później nie myślałam- tyle jest ciekawszych spraw, o których można sobie myśleć...Specjalnego kremu pod oczy też nie nakładałam, po prostu smarowałam okolice oczu kremem do twarzy. Ale jak wiadomo, człowiek całe życie się uczy i teraz już wiem, że krem pod oczy to nie to samo, co krem do twarzy.Skóra  pod oczami jest o wiele bardziej wrażliwa  i smarując ją kremem do twarzy możemy jej bardziej  zaszkodzić niż pomóc.Krem pod oczy powinien być lżejszy niż ten  do twarzy, delikatnie nawilżać i natłuszczać skórę , usuwać obrzęki i sińce pod oczami oraz spłycać tworzące się zmarszczki. Wybór kremów w sklepach jest oczywiście ogromny i to dla każdej "grupy wiekowej", ale ja mam największą frajdę wtedy, kiedy robię coś sama, z prostych składników, tanio, a przede wszystkim maksymalnie naturalnie.  Znalazłam sobie więc skromny przepis i zrobiłam MELISOWY KREM PRZECIWZMARSZCZKOWY POD OCZY, który i Wam serdecznie polecam. A robi się go następująco:
5g masła kakaowego (zwiększyłam do 10g, bo konsystencja była zbyt płynna)
10g lanoliny
50ml oleju ze słodkich migdałów
kilka kropli melisowego olejku eterycznego 
Masło, lanolinę i olej stopić na łaźni wodnej, dodać olejek melisowy i gotowe! 
Krem jest rzeczywiście lekki, delikatny, a jeśli  lubisz zapach olejku melisowego, będziesz naprawdę zadowolona. Ale,ale, olejek melisowy? Czy, aby na pewno? Otóż nie! Zaintrygował mnie napis na opakowaniu olejku melisowego, wynikało z niego, że jest to olejek z melisy indyjskiej. A dla mnie melisa to swojskie, popularne zioło, które nawiasem mówiąc uwielbiam, a więc skąd ta indyjska? I co się okazało? Melisa, mimo iż tak cudownie pachnie, zawiera śladowe ilości olejku eterycznego. To powoduje, że jest on bardzo drogi, a ponieważ ma zapach bardzo podobny do olejku cytrynowego, otrzymywanego z owocni cytryny, cytronelowego otrzymywanego z jawajskiej i cejlońskiej trawy palczatki szczetnej lub lemongrasowego otrzymywanego w Indiach z palczatki cytrynowej, z powodzeniem jest  zastępowany tymi ogólnie dostępnymi, tańszymi olejkami. Jeśli chodzi o zapach, zgoda, ale co z właściwościami? Muszę się przyjrzeć sprawie bliżej. Olejek melisowy (ten prawdziwy) działa przecież uspokajająco, przeciwskurczowo, przeciwbakteryjnie, przeciwwirusowo i przeciwzapalnie i nie tak łatwo go zastąpić innymi.